31 października 2013

Kilka tygodni temu dostałem maila z propozycją przetestowania najnowszej golarki Braun °CoolTec. Pomyślałem sobie, hmmm golarki na blogu motoryzacyjnym….odpisałem, że dziękuję, ale raczej nie skorzystam. Dostałem ponownego maila w którym poinformowano mnie, że nowy model golarki Braun °CoolTec, jest innowacyjny, gdyż chłodzi podczas golenia powodując, że skóra jest mniej podrażniona. Poza tym nowa seria golarek Braun ma mocne powiązanie z motoryzacyjnym światem. Pomyślałem sobie o co kaman z tym chłodzeniem, jak to możliwe, trzeba to sprawdzić czy to nie jakaś ściema.

We wrześniu przyszła paczka, a niej golarka wraz z zestawie z poręczną ładowarką. Plusem ładowarki jest to, że można z niej korzystać zarówno w pozycji poziomej jak i  pionowej. Prócz tego bardzo praktyczny jest elastyczny kabel, nie trzeba go zwijać, dzięki czemu w łazience nie będziecie mieć kłębowiska kabli.

Sama golarka dobrze leży w dłoni dzięki odpowiedniej gumowej powierzchni. Wyposażona jest w dwa ostrza tnące SensoBlade i trymer – idealny do drobnych poprawek i przycięcia dłuższego zarostu. Między zasadniczymi dwoma ostrzami tnącymi znajduję się specjalna aluminiowa listwa, która ulega schłodzeniu po włączeniu przycisku chłodzenia. Golarka jest 100% wodoodporna dzięki czemu można jej używać zarówno do golenia na sucho jak i na mokro.

Konkurs Braun CoolTec

Jak goli nowa golarka Braun? To ciężkie do określenia, gdyż od czasów liceum używałem tradycyjnej zwykłej maszynki do golenia, plus pianka, itp. Nie znoszę się golić, więc ograniczam tę czynność do zupełnego minimum i gole się zaledwie dwa razy w tygodniu. Goliłbym się częściej, ale zawsze po goleniu pojawiają się zaczerwienienia, podrażnienia, itp. Używałem różnych pianek, różnych specyfików po goleniu, ale to wszystko nie daje oszałamiających efektów. Dotychczas użyłem golarki Braun °CoolTec kilkakrotnie i powiem, że golenie twarzy golarką elektryczną o wiele bardziej przypadło mi do gustu. Dodatkowe uczucie chłodu podczas golenia sprawia, że ta czynność jest dla mnie odtąd bardziej przyjemna, o ile w ogóle golenie może być przyjemnością…J Jedyna uwaga do golarki, to że bardzo dobrze radzi sobie ona z kilkudniowym zarostem, natomiast z moim tygodniowym miała już lekki problem. Ale może to wynika z moich kiepskich umiejętności używania golarki elektrycznej… lub też z miękkiego zarostu… sam nie wiem.

Poniżej prezentuję Wam filmik prezentujący w jaki sposób działa innowacyjna technologia aktywnego chłodzenia °CoolTec.

Tu macie też i fotki. Dłuższe działanie technologii aktywnego chłodzenia sprawia, że aluminiowa listwa staje się coraz bardziej zimna.

Konkurs Braun CoolTec

Konkurs Braun CoolTec

Ambasadorem marki Braun został Sebastian Vettel, wielokrotny mistrz świata Formuły 1, to dla mnie koronny argument, że golenie ma wiele wspólnego z motoryzacją 😉 I tu mam dla Was konkurs, w którym do wygrania będzie golarka Braun °CoolTec CT2s, ten sam model jaki dostałem do testów.

KONKURS

Co trzeba zrobić aby  ją wygrać? To proste, opisz komentarzu jak wyglądałby Twój idealny dzień gdybyś na 24h mógł stać się światowej klasy kierowcą Formuły 1?

Konkurs trwa do 10 listopada 2013 r. do godziny 23:59.

Regulamin konkursu znajdziecie tutaj .

Powodzenia!

tagiTagi: , , ,
comment 84 komentarze »

Komentarze:

  1. Hopman says:

    Mam golarkę tego producenta i też ładnie goli więc nie bardzo wiem po co takie bajery tym bardziej że trzeba za nie stosunkowo sporo zapłacić.

    Jak będzie chciał by mnie golarka chłodziła to ją włożę na chwilę do zamrażalki 😛

  2. roz says:

    Rano budzi mnie zapach wysokooktanowych spalin. Śniadanie podaje mi nieznajoma ślicznotka poznana poprzedniego wieczoru na zamkniętej imprezie PLAYBOYA. Biorę prysznic, łyk mocnego expresso i pędzę do swojego Astona zaparkowanego w garaży. Gdy docieram już na tor, rozdaję autografy fanom. Dopiero teraz zaczynają się emocje… Bolid już czaka gotowy na start. Zajmuję pozycję startową i daję z siebie 200%…
    Docieram do mety pierwszy. Już nie myślę o torze teraz tylko chillout. Jackuzi ,szampan i obstawa kobiecych piękności to wszystko czego potrzebuję aby zakończyć intensywny dzień.

  3. a.pietrzak says:

    Budzę się. Początkowo jestem lekko skołowany… Powoli otwieram oczy, wstaję, podchodzę do lustra w łazience i krzyczę: „Adam, jesteś cholernym SZCZĘŚCIARZEM”! Niewiele myśląc biorę swoją golarkę BRAUN COOLTEC do ręki – trzeba w końcu wyglądać perfekcyjnie! Wchodzę do garderoby – kilkadziesiąt równo ułożonych kolorystycznie koszul i podobna liczba marynarek – błękit i delikatne paski – idealny wybór by czuć się po prostu swobodnie! Wychodzę na taras. Świeże śródziemnomorskie powietrze – Monaco.
    Wiem, że będzie to wyjątkowy dzień.

    Pod hotelem czeka już podstawiony samochód z kierowcą. Zaczynam się powoli stresować bowiem wiem, że będą zwrócone na mnie oczy milionów ludzi z całego świata. Staram się utrzymać koncentrację – tylko tak można wygrać. Układ jest prosty: kto nie ryzykuje, ten nic nie ma. Mam nadzieję, że mój Bolid będzie chodził równie płynnie jak golarka dzisiejszego ranka – od razu poczułem się pewniej!

    Gdy widzisz nad głową tablicę z czerwonymi znakami świetlnymi, adrenalina zaczyna buzować Ci w żyłach – wiesz, że czekałeś na ten moment całe życie. Gdy światła zaczynają się zmieniać, cały płoniesz. Słyszysz jedynie wyjątkowo szybkie uderzenia Twojego serca – nic więcej. Każda sekunda dłuży się niemiłosiernie… Wiesz jednak, że warto czekać!

    Nagle – zielone! Ruszyłem. Świat zawirował, poczułem zapach benzyny, 400 koni mechanicznych pod maską… Potem był już tylko błysk fleszy, wiwatujący ludzie i szampan, tak dużo szampana. Adrenalina powoli wychodzi z mojego organizmu – tylko ten kto ryzykuje – WYGRYWA!

    Jestem cholernie bogaty, mogę mieć każdą Kobietę, o jakiej zapragnę. Lecz to dla takiego właśnie momentu wszedłem na tor. Z miłości, pasji. By skrywane głęboko w sercu marzenia mogły wyjść na zewnątrz.

    Nie zostaje mi nic więcej jak podnieść prawą rękę do góry, położyć na lewym ramieniu, zacząć się klepać i powiedzieć sobie: „DOBRA ROBOTA!”…

    …dalszą część wieczoru sponsorują twórcy filmu KAC VEGAS…

  4. marcin z says:

    Rano ekskluzywne śniadanie, jem powoli. Dzisiaj ostatni wyścig tego sezonu, jest tylko 2 pretendentów do tytułu mistrza – w tym ja i mój największy rywal, który dotąd wygrywał 3 raz z rzędu – więc napięcie ogromne. Jeszcze przed południem konferencja prasowa – tłumy dziennikarzy ale pytania są wyważone aby nie dekoncentrować zawodników. Na sali konfrontacja z moim rywalem – to podgrzewa jeszcze bardziej atmosferę. Z trudem udaje nam się przedostać do alei serwisowej, wielu kibiców liczy na moje zwycięstwo, mają dość zarozumiałego „starego” mistrza.
    Wyścig był nadzwyczaj emocjonujący, cały czas jechaliśmy blisko siebie zamieniając się aż 4 razy miejscami. Teraz ja byłem drugi, ale na ostatnim zakręcie wślizgnąłem się ostro w zakręt i ryzykując wypadnięciem z toru wyprzedziłem rywala. Tylko kilka metrów dzieliło nas na mecie ale jest upragniony sukces. Późnym wieczorem świętujemy a od jutra zaczynam urlop na pięknej wyspie.

  5. keetiv says:

    07:30 – delikatne promienie słońca, zapach świeżo zmielonej kawy i Kanon D-dur autorstwa Pachalbela – harmonia tych trzech rzeczy zamienia pobudkę w czystą przyjemność.

    08:00 – poranny jogging po lesie w akompaniamencie piosenki „Kashmir” Led Zeppelin.

    09:00 – szybki prysznic i golenie – to drugie – dzięki chłodzącemu systemowi golarki Braun °Cooltec CT2s – to sama przyjemność!

    09:30 – śniadanie w ogrodzie – jajecznica z trzech jajek podsmażana na boczku ze świeżo zerwanym szczypiorkiem. Do tego sok wyciśnięty z trzech pomarańczy.

    10:30 – podróż swoim Mustangiem (rocznik 1967) na tor wyścigowy – w tle płyta „In The Court Of The Crimson King”.

    11:30 – przywitanie z zespołem. Szybkie spojrzenie na twarz dyrektora technicznego tylko utwierdza w przekonaniu, że wszyscy pragną tego samego – zwycięstwa, które od jakiegoś czasu wisi w powietrzu.

    12:00 – prezentacja taktyki na wyścig – atmosfera w zespole robi się coraz bardziej intensywna.

    12:30 – ostatnie testy techniczne – dźwięk włączonego silnika bolidu można porównać do Allegro con brio Piątej symfonii Beethovena.

    13:00 – szatnia – przed oczyma kombinezon, którego czerwień przypomina płachtę toreadora. W uszach „We will rock you” Queen

    13:45 – bolidy na linii startu – rozgrzany asfalt zamazuje trybuny. Serce zaczyna gwałtowniej bić…

    13:59:50 – świat zwolnił – organizm włącza tryb „ucieczki” – sucho w gardle, wytężone do granic zmysły, jedyne, co słychać, to bijące serce – dum-dum, dum-dum, dum-dum.

    14:00 – START – silnik wart milion dolarów, technika szlifowana od czwartego roku życia, kiedy po raz pierwszy wsiadłem do gokarta oraz łut szczęścia w postaci kraksy trzech rywali pozwalają mi na zajęcie drugiego miejsca. Przede mną dwie godziny pełne adrenaliny.

    14:45 – największy rywal wciąż przede mną. Komunikaty od zespołu wskazują, że mamy piętnastosekundową przewagę nad resztą kierowców…

    15:23 – wjazd samochodu bezpieczeństwa zmniejszył przewagę do ośmiu sekund. Wciąż drugi…

    15:47 – zostały trzy okrążenia…

    15:57 – ostatnie dwa wiraże i prosta. Z drugiego zakrętu wychodzę niemal łeb w łeb z przeciwnikiem. Walka toczy się o każdy centymetr…

    15:58 – META – niepewność, pot spływa po całym ciele, słuch – jakby obok mnie wybuchła bomba… tablica wyników złośliwie nie chce nic pokazać…dum-dum, dum-dum, dum-dum… TAAAAAAAK, wygrałem, wygrałem Grand Prix! Ostatkiem sił wydostaję się z bolidu i biegnę do swojego przeciwnika, żeby mu pogratulować walki.

    16:30 – emocje sprawiają, że te pół godziny pełne gratulacji i uścisków ludzi z zespołu zlały się w jedną całość.

    17:00 – chłód po raz drug sprawia mi przyjemność dzisiejszego dnia – tym razem jednak to chłód pucharu i szampana, którym oblewają mnie moi rywale z niższych stopni podium.

    18:00 – szybki prysznic i syty posiłek.

    18:30 – konferencja prasowa, błysk fleszy, setki rozdanych autografów.

    19:00 – na wyświetlaczu telefonu sto nieodebranych połączeń i dwieście SMSów. Oddzwaniam do dziewczyny i rodziców.

    20:00 – podróż powrotna do domu w akompaniamencie „Heartbeats” The Knife.

    20:30 – smoking, biała koszula i czarna mucha czekają na mnie w szafie.

    21:30 – koncert w filharmonii – Dziewiąta symfonia Beethovena.

    22:18 – finał symfonii – nigdy dotychczas „Oda do radości” nie smakowała tak dobrze.

    23:00 – powrót do domu. Ten idealny dzień kończę kieliszkiem dwudziestoletniego single malta.

    00:00 – przede mną tak wyczekiwany sen, a po nim kolejny dzień. Kto wie, może nie będzie wcale gorszy od tego? 😉

  6. Majar says:

    Cóż…prawdopodobnie nic by się nie zmieniło – według zasady – bądz sobą.zawsze.ty zmieniaj ale nie daj się zmieniać.
    Szczęśliwa jestem teraz – za pieniądze więcej szczęścia nie kupię – to mit,ewentualnie nabyć mogę to czego teraz nie mogę ale nabycia tego i korzystania z tychże – nie zrównuję ze szczęściem.
    Idealny dzień byłby taki jak każdy – bez pośpiechu,poranna herbatka,dobre śniadanie,odwiedziny w ogromnej bibliotece mojego modernistycznego domu ze szkła,betonu i stali o ascetycznym wnętrzu i spędzenie tam czasu do obiadu,potem obiad i wreszcie przegląd moich kolekcji Mercedesów i Rolls-Royce’ów,wielu modeli z dawnych lat robionych na zamówienie jak falgowy – biały Mercedes-Benz W31 TypG4 czy Rolls-Royce Ghost Silver z 1907 roku a także nowe jak Mercedes S 63 AMG i W211 oraz Chablis,Mercedes-Benz W100 600 czy Pullman Guard; potem popołudniowa herbatka,runda trójkołowym motorem po nordyckich drogach jako,że mieszkałabym w Norwegii,wieczorem oryginalny francuski różowy szampan i pomarańczowe lody sorbetowe i czytanie powieści grozy albo dobrej fantastki długo w noc……..dość nietypowe jak na kobietę ale typowe dla mnie i musiało się znależć miejsce dla Mercedesów bo idealny dzień z życia kierowcy rajdowego który ma pieniądze to …możliwość posiadania kolekcji tych aut które ja bardzo lubię…..

  7. WERONIKA says:

    Kobieta oczami mężczyzny: Gdybym przez jeden dzień mogła brac udział w Formule1, co na pewno- jak dla mnie- byłoby wielkim i niespodziewanym wydarzeniem, ale mimo wszystko radosnym. Przede wszystkim pokazałam swojemu partnerowi, że kobieta za kierownicą też może pozwoli sobie na więcej. Do tej pory, kiedy mój facet towarzyszył mi jako pasażer w moim malutkim samochodziku, ciągle słyszałam- jedź trochę szybciej, predzej reaguj itp. Możecie mi wierzyc- że jest to strasznie denerwujące. Dlatego teraz, gdybym mogła pozwoli sobie na całkowitą swobodę, z pewnością przejechałabym tor przeszkód w minimalnej prędkości, może byłabym szybsza niż Kubica ;d ( no co pomarzy każdy może ). Do tego nie miałabym oporów, żeby gwałtownie hamowac. W końcu nie byłoby obok mojego straznika. AA i co najwazniejsze- w końcu mogłabym słuchac dowolnej muzyki, w rytm której swobodnie wymachiwałabym rękami ( za co mój mężczyzna tez zazwyczaj na mnie krzyczy). A na koniec, gdy już będę w pełni z siebie zadowolona i usatysfakcjonowa – zdejmę kask- wymachnę włosami i pstryknę sobie fotkę, którą mój parter będzie z dumą pokazywa swoim znajomym. I wbrew ich oczekiwaniom będzie mnie wychwalac,a nie jak zawsze tylko marudzi, jakim to słabym jestem kierowcą. 🙂 A… a w dowód wdzieczności, żeby i mu troszkę dac satysfakcji wręczyłabym nową golarkę 🙂

  8. Kosa says:

    Zastosuję zasadę 3x8h=24h. Osiem godzin snu, osiem na torze
    i z mechanikami na pit-stopie. Pozostałe osiem godzin zachowam w tajemnicy aby mieć spokój od paparazzich.

  9. maciek says:

    Idealny dzień, to dzień zdobycia tytułu Mistrza Świata. Po fenomenalnej jeździe osiągam najlepszy wynik, wskakując tym samym na pierwsze miejsce klasyfikacji. Następnie to o co się walczy, wejście na podium, trofeum, szampan, wiwaty i czas dla telewizji i reporterów. Reszta dnia i nocy, to wielka impreza z rodziną i najbliższymi.

  10. hatamata says:

    Pomalutku, na paluszkach zbliżam się do mojego Gienusia. Całuję na powitanie, już ranek kochanie. Ja nie prowadzę ale on tak, i śpiewałby mi cały dzień i noc:
    Mam najlepszy wóz, najszybszy w mieście
    Zawsze chciałam mieć taką bestię
    Biegi przednie, wsteczny, luz
    Chcesz będę cię wiózł
    Konie grają pod maską
    Zaraz jadę na miasto
    Wtapiam się w welur
    Odpalam furę, włączam tuner
    Jadę do celu
    W końcu mam najlepsze cztery koła w mieście.
    Toczę się jak król
    Ludziom na mieście skacze gul
    Bo, to najlepsza z fur
    Jadę bez przymusu
    Bo każdy chce się bujać takim wozem
    Najbogatszy model,
    Najszybsza bestia na drodze.
    W ten sposób mój mąż przez 24h byłby światowej klasy kierowcą Formuły 1

  11. Danielrules says:

    Otwieram oczy… Wczoraj widocznie troszkę mnie poniosło. Musiało tak być, bo jak inaczej wytłumaczyłbym sobie pobudkę o 10.00 rano, a nie, jak zwykle o 6.00. Ominąłem poranne zajęcia. Siłownia nie ucieknie, ale spotkanie promujące moją najnowszą książkę to poważniejsza sprawa. Mój manager, Jacek, pewnie się wpieni (O! Dzwonił już dziesiątki razy!), ale mam to gdzieś. Było warto, a moi fani są wyrozumiali. Dzwonię do Jacka i informuję o przesunięciu spotkania w sprawie podpisywania mojej autobiografii na jutro. Nawet nie musiałem słuchać jego wyrzutów. Jacek je mi z ręki. I słusznie, zarabia dzięki mnie krocie. Okej. Czas na poranną toaletę. Najpierw kąpiel w jacuzzi, potem codzienne golenie. Z moją golarką Braun °CoolTec CT2s to sama przyjemność, a nie codzienna zmora. Nagle słyszę Jacka:
    – Danielu, gdzie jesteś?- woła
    – W łazience.- odpowiadam.
    – O! Cześć! Słuchaj, mam niezłego newsa!- mówi podniecony- Załatwiłem Ci spotkanie z przedstawicielami Renault. Co ty na to?
    – Przecież mam już zagwarantowany kontrakt z McLarenem- mówię.
    – No tak, ale chodzą pogłoski, że w tym sezonie to team Renault ma najnowocześniejsze rozwiązania. I do tego dają ci 5 mln € więcej!
    – Hmmm… To bardzo fajna propozycja.- Tak naprawdę całe życie do tego dążyłem, by jeździć w tym teamie.- Kiedy to spotkanie?- pytam
    – Jutro jesteśmy umówieni na brunch. Ale myślę, że są skłonni podpisać z tobą ten kontrakt. Masz duże szanse na to. Ich poprzedni kierowcy zawiedli, a każdy wie, że stać cię na wiele i najlepsze jest przed tobą.
    – Świetnie! Co powiesz na szampana?- proponuję… A chwilę później raczymy się tym szlachetnym napojem. To nic, że jeszcze jest przed południem. To nic, że jeszcze nic nie wiadomo. Na szampana, jak mawiają, nigdy nie jest za wcześnie. Następnie Jacek ucieka, by zapewnić mi kolejny kontrakt- tym razem reklamowy. Wszystko traktuje z wielką powagą. Dzięki temu mogę być spokojny o swoje sprawy. Wiem, że jestem w dobrych rękach.
    Korzystając z wolnego dnia, dzwonię do mojej stylistki, która mieszka blisko mojego penthouse’a. Chwilę później stoi w drzwiach z moim nowym garniturem od Armaniego.
    – No, Daniel, gratulacje!- mówi Patty na dzień dobry i całuje mnie- w policzek oczywiście
    – A to z jakiej okazji?- pytam.
    – Wszystkie media plotkarskie od rana huczą komentarzami na temat twoich wczorajszych podbojów- uśmiecha się.
    – Dzień jak co dzień…- odparowuję.
    – Ech, kiedy ty się ustatkujesz, chłopie!
    – Kiedy będzie na to odpowiednia pora. Na razie odpowiada mi ta sytuacja. A te słodkie modelki…- wzdycham- Nie chcę im zabierać nadziei.
    – Okej. Rozumiem. W końcu numer jeden na liście najseksowniejszych Polaków musi dbać o swoją opinię- mówi Patty.- No dobra. Koniec czasu na pogaduchy. Teraz chcę żebyś zmierzył te ciuchy, które ci wybrałam.
    Żeby nie było- nie kreuję się na łamacza serc. Po prostu odpowiada mi taka sytuacja. Po co się wiązać z jedną osobą, kiedy mamy tyle innych możliwości? Ale nie mówię tego Patty. Niech myśli, co chce. Idziemy razem do mojej garderoby. Garnitur leży jak ulał. Czasem się zastanawiam, skąd ta Patty wie, w czym mi będzie dobrze. Faktem jest, że trochę zdążyliśmy się poznać. Mieliśmy nawet kilka uniesień, nie tylko na tle zawodowym, jeśli wiecie, o co mi chodzi… Ale uznaliśmy, że lepiej nam będzie, jeśli zostaniemy przyjaciółmi. I to mi odpowiada.
    Ciuchy mam, teraz czas na buty. Wybieram te od Gucciego z mojej garderoby. W końcu nie mam jej tylko na pokaz. A garderoba zajmuje sporą część mojego apartamentu. Mam w niej mnóstwo garniturów, równe rzędy koszul i całą ścianę przeznaczoną na moją kolekcję butów.
    Żegnam się z Patty i wychodzę na przechadzkę po mieście. Dochodzi południe… Nie mam ochoty na żadne zakupy. Dzwonię do Ann i Katie, czyli Anki i Kaśki. To moje ulubione „friends with benefits”, które stawiają dopiero pierwsze kroki w show biznesie jako projektantki. Chyba mam słabość do ludzi mody. W każdym razie nie brak im fantazji, a to jest bardzo duży plus z punktu widzenia charakteru naszej znajomości. Umawiam się z nimi na wieczór, kiedy będziemy mogli we troje zaprezentować nasze fantazje. Jemy razem lunch, w czasie którego pojawiają się paparazzi.
    Potem jadę do mechanika, od którego odbieram moje porsche. A kiedy już mam swoje cacko, wyjeżdżam z miasta. Nie ma nic lepszego niż prędkość na autostradzie, wiatr we włosach i piękne krajobrazy, mijane po drodze. Takie przejażdżki zawsze mnie uspokajają, wyciszają. Po godzince takiej jazdy wracam do miasta. Jest po czwartej. Dzwonię do ludzi z mojej dotychczasowej stajni, żeby poinformować, że wpadnę za godzinkę lub dwie. A póki co spotykam się z przyjaciółmi na popołudniowym koktajlu. Piję bezalkoholowego drinka, jako że mam jeszcze plany na wieczór. Jest miło. Tak, jak myślałem są na nim moi „uczniowie”, których przygarnąłem i którym udzielam lekcji jazdy. Kiedy odejdę na emeryturę to oni mnie zastąpią na torze. Kiedy zbieram się do odejścia dostaję telefon.
    – Hej! Tutaj Jacek.
    – Siemka! Co nowego?- pytam
    – Przyjedź do stajni.
    – Właśnie się tam wybierałem- odpowiadam.
    – Świetnie! To do zobaczenia!
    Więc jadę do mojej stajni. Ciekawi mnie, co wywołało w Jacku takie podniecenie. Nie chciałem go ciągnąć za język, bo i tak pewnie nie powiedziałby, o co chodzi. Znamy się nie od dziś. Kiedy dojeżdżam na miejsce, widzę Jacka. Czeka przed garażem. Razem z nim stoi Patty.
    – O co chodzi?- pytam
    – Mamy dla ciebie nowy kombinezon- mówi Patty podekscytowana.
    – I o to było tyle zachodu? Przecież mogliśmy to jutro załatwić.- odpowiadam
    – Okej, zanim coś jeszcze powiesz, sam zobacz…- prowadzi mnie do budynku. W środku mijamy warsztat i idziemy do mojego pokoju. W środku czeka na mnie niespodzianka- nowy kombinezon z logo Renaulta.- Co jest?- pytam od progu.
    – Masz ten kontrakt!- krzyknął uradowany Jacek
    – Jak to?
    – Cały dzień po naszym porannej rozmowie próbowałem wybadać nastroje w Renault. Wstępnie rozmawiałem już z nimi i chcą cię! Jutrzejsze spotkanie to tylko formalność. Masz ten kontrakt!
    – Cudownie!- odparłem. Brakowało mi słów. Formuła 1 od zawsze była moim celem, ale szczególnie zależało mi na pracy w tym szczególnym teamie.
    To było wspaniałe uwieńczenie tego dnia. Wiedziałem, że mogę liczyć na moją drużynę. Na Jacka i Patty. To dobrze, że w show biznesie jest jeszcze miejsce na prawdziwą przyjaźń. A mój nowy strój przymierzyłem od razu i w końcu poczułem, że to najcudowniejsza chwila w moim życiu i uwieńczenie całej mojej kariery. Już nieraz wygrywałem wyścigi Formuły 1, ale od dziecka marzyłem o tym, by pracować dla Renaulta. I teraz już wiem, że marzenia się spełniają. Wiem też, że to będzie mój najlepszy sezon. I że z pewnością go wygram.

  12. ktosik says:

    trening, trening i trening.

  13. Szymon says:

    No to jo bym wstoł se wceśnie rano, kawko wypił, użyłbym tej golarko-zamrażalki pod prysznicem, ale nie długo bo bym sie w kostke lodu zamienił i bym na tor nie zdązył, bo bym odtajać ze tydzień musiał. Potem bym se w galoty skocył i kosule ubrał. Potem limuzynom bym se podjechoł i w te ciasne ubrania do formuły pierwsej wcisnoł bym sie i bym pojechoł po toze, wygrołbym i wrócił do hałpy pod prysznic i spać bym se posedł. I tak w kołko. Bo to som moje marzenia i tako ja rzecze młody gorol z Żywiecczyzny ! Hej!

  14. bubik says:

    eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeennn, eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeennnnn en en en en ennnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn iiiiiiiiiiiiii, eeeeeeeeeeennn, eeeeeeeeeeen eeeeeeeeeeeenn iiiiiiiiii !!!!!!!

  15. Piotr says:

    Budzi mnie pomarańczowy brzask i ptaków radosny wrzask.
    Wstaję robię drzwiczkami szafki trzask.
    Parzę kawę i nie wierzę w tę jawę.
    Ze jestem kierowcą formuły, gdzie obowiązują pewne reguły.
    Golarkę przednią mam. Popis zręczności swój dam. Siadając za kierownicą czuje się tę moc, zastęp zmysłowych kobiet ma się na noc.
    Tu być znaczy nie być zerem. Tu być znaczy być bohaterem. Tu z emocji czerwienią się lica. Teraz wiem jak się czuje Robert Kubica. Szkoda, ze to już nie na zawsze tylko 24 godziny a potem… powrót do codzieności, do rutyny co w powszechnym, ponurym życiu gości.

  16. Karol says:

    Wstaję, golę się moim CoolTeckiem i co robię? Spróbujcie zgadnąć 😉 Nie wiecie? Serio? Idę pojeździć! Jestem światowej klasy kierowcą F1 tylko przez 24h jak mógłbym odpuścić sobie wyścig. Prawdopodobnie zajęłoby mi to z pól dnia więc później trzeba skorzystać z pieniędzy które mam(nie zarobiłem ich, jestem bogaty tylko przez 24h :D). Idę na obiad, duży obiad bo nie jadłem śniadania;) Nie muszę dbać o linię, jutro już nie będę zawodowym kierowcą. Zamawiam ostrygi, foie gras, krewetki i niedużego antrykota, do tego szampan, dużo szampana, wrócę taxi. A może wrócę pieszo? Dlaczego nie? Tylko najpierw zostawię, słuszny napiwek kelnerowi. Postanowiłem że wrócę pieszo. Chętnie dowiem się czy fani proszący o autografy są nachalni i czy to może mnie zdenerwować już pierwszego dnia kiedy tego doświadczę.
    Nie są wcale, są przesympatyczni, rozdaję naprawdę dużo autografów, pozuję do wielu zdjęć, uśmiechnięty jak nigdy. Po drodze odwiedzam biuro podróży gdzie rezerwuję 5 wycieczek dwuosobowych w różne miejsca świata oczywiście ultra all inclusive. Wracając do domu, myślę co mógłbym tam robić, przecież nie będę oglądał TV. Wpadam na pomysł, żaden wyjątkowy, raczej pretensjonalny – zrobię imprezę dla znajomych! Macham rękę na ulicy, czekam 6 sekund i podjeżdża szofer, „do spożywczaka poproszę” mówię i jedziemy. Robię najpotrzebniejsze zakupy, w międzyczasie zamawiam catering przez telefon. Gdy wracamy mijamy galerię, gdzie zatrzymujemy się na chwilę żebym mógł kupić jakieś ciuchy na imprezę. Wydaję nie mało ale jestem zadowolony, kupiłem tyle, że będę mógł się 10 razy przebrać w ciągu jednej imprezy. Wracam do domu, przed bramą czekają już przyjaciele. Czuję się STRASZNIE DOBRZE, impreza musi się udać. Znajomi zaczynają od gratulacji itp. ja odpowiadam stanowczym „wystarczy kochani, chciałbym żebyśmy dziś o tym nie rozmawiali”. Wznosimy toast „za przyjaźń” Dom Perignon. Zaczynamy zabawę, tańczymy na tarasie, kucharz grilluje najdroższą wołowinę i owoce morza. Zamieniamy szampana na tequile, choć wiemy że nie może się to dobrze skończyć. Najpiękniejsze dziewczyny zapraszają mnie do tańca i nie tylko ale tylko na taniec daję się namówić;) Czuję się lekko podkręcony, idę do łóżka żeby rano oprócz tęsknoty za dzisiejszym dniem nie było dodatkowo wielkiego kaca. Planuję na szybko co będę robił jutro, na pewno muszę się ogolić. Kurde, znowu jednorazówką!

  17. Grizzly says:

    Mój idealny dzień jako kierowcy F1 byłby zupełnie inny niż wam się wydaje. Ja już jestem trochę zmęczony tym pędem i chcę zwyczajnie odpocząć, ale kontrakty zobowiązują. Zaraz po porannym rytuale higienicznym chwytam za leżak, główkę sałaty, długi kij, sznurek i taśmę klejącą. Wychodzę do ogrodu. W pobliskich krzakach łapię kilka winniczków. Ślimaki za pomocą taśmy mocuję do nóżek leżaka. Do kija przywiązuję sałatę. Dzwonię do mojego teamu i informuję ich że właśnie wyruszam w ich kierunku. Zasiadam na leżaku. Sałatą na kiju zachęcam ślimaki do „biegu”. Tak właśnie mija mój wymarzony dzień na delektowaniu się otaczającym mnie światem w tempie do którego tęskniłem i jednocześnie nie łamiąc warunków kontraktu, bo przecież jadę na trening tylko nikt nie sprecyzował czym mam się tam dostać. Piękny zachód…

  18. grizzly says:

    Wiem że mój opis jest po konkursie, ale chodzi mi o to byście spojrzeli na kierowców F1 z innej strony 😉

  19. grizzly says:

    Właśnie wybuchłem śmiechem jak zerknąłem ponownie na kalendarz ( elektroniczny z amerykańskim wyświetlaniem )…Jednak nie jest 11 czerwca !!!!! 😀 Przynajmniej IQ mogę na palcach policzyć ! 🙂

  20. Michał says:

    Mój dzień jako gwiazdy Formuły 1 wyglądałby tak:
    „suchar o f1”
    Pobudka rano, śniadanie podano.
    Słońce przygrzało, oj będzie się działo.
    Na torze w południe prezentuję się cudnie.
    Wieczorem bankiety, czyli szampan i kobiety.
    Noc to miłosnych uniesień z brunetką moc.
    Sport, bolid, wyścigi, kibice to moje życie.
    Jestem zwycięzcą i czuję się znakomicie.
    Prędkość, walka, adrenalina to mojego udziału w tym sporcie przyczyna.

    Pozdro dla wszystkich komentujących. Powodzenia.

  21. mateusz says:

    Jakbym miał taką możliwość wykorzystałbym ją do cna. Przez ten jeden dzień z pewnością „cierpiałbym” na bezsenność, przez moment nie zmrużyłbym oczu- każdą sekundę chciałbym wykorzystać na jazdę, za każdym razem kiedy dodałbym gazu uśmiech nie schodziłby z twarzy, przy każdym wyjściu z zakrętu najmniejsze muśnięcie pedału gazu przyprawiałoby o gęsią skórkę, każde naciśnięcie łopatek od zmiany biegów powodowałoby euforie. Prędkość na każdej prostej rozgrzewałaby do czerwoności. Chciałbym, żeby ta chwila trwała jak najdłużej- to by były najdłuższe a zarazem najkrótsze 24h życia- ale wykorzystałbym je całkowicie, nie żałowałbym ani chwili spędzonej w bolidzie. Bylibyśmy jednym. Poczuć to co czuje kierowca bolidu formuły 1- bezcenne! Godzina 23.59 czekałbym już na rozpoczęcie tej fantastycznej przygody i w momencie wybicia magicznej godziny 0:00 na zegarku aż do kolejnego wybicia godziny 0:00 nie wychodziłbym z bolidu- przeciążenia, przyśpieszenia, zakręty, adrenalina, pit-stop, mechanicy, tor, tylko ja i bolid

  22. Eryk says:

    Jeżeli na 24 godziny mógłbym stać się światowej klasy kierowcą F1, wykorzystałbym ten dzień przede wszystkim na osiągnięcie świetnego wyniku podczas startu w wyścigu. Zakładam, że wyścig odbywałby się w jakimś wspaniałym miejscu (w Japonii, Korei, może w którejś z Ameryk, lub Azji Mniejszej). W podróż do któregoś z tych miejsc zabrałbym moją dziewczynę. Na początek skoncentrowałbym się na jak najlepszym wyniku podczas wyścigu. Dałbym z siebie najwięcej jak tylko potrafię. Po zakończeniu, niezależnie od wyniku, start byłby dla mnie wielki sukcesem, który chciałbym świętować. Zaplanowałbym odwiedzenie kilku pięknych miejsc w okolicy, a wieczór, w towarzystwie ukochanej i dobrej jakości słodkiego wina, wykorzystałbym na oświadczyny;) Noc spędziłbym najchętniej w wannie jaccuzzi w jakimś znakomitym hotelu, obserwując gwiazdy i rozmyślając o minionych wydarzeniach.

  23. Majkel says:

    Idealne 24 h ? tylko wtedy gdybym większość dnia spędził razem z moim zespołem robiąc testy ! taka okazaja mogłaby się wiecej nie powtórzyć ! w międzyczasie oczywiście siłownia, wywiady, autografy, modelki i 15 minutowa drzemka

  24. Ali says:

    Mój idealny dzień gdybym na 24h mógła stać się światowej klasy kierowcą Formuły 1 wyglądałby tak;
    Jeździłabym moim super autkiem na różnych treningach i wyścigach. Na pewno spróbowałabym sił w mistrzostwach. Pewnie pojechałabym na trasy w której mogłabym osiągnąć maksymalną prędkość takich aut. Wybrałabym się na bardzo długą przejażdżkę zachwycając się tym dniem w którym przytrafiło mi się takie szczęście. Następnie niestety obudziłabym się z tego pięknego snu.

  25. Piotr says:

    Wstaję.. Przeciągam się, włosek na boczek, wąsik podprostować, koszula w krate i do bolidu. Odpalam, wyje jak szalony i budzę sąsiadów, rzucają we mnie butelkami, ale mam kask, więc ok. „Szalona zazdrość” – myślę sobie. Ruszam! Za zakrętem fotoradar, cyk! Słit focia numer 1. Rozpędzam się, nie zauważyłem zakrętu, a co tam jadę przez pole. Jakaś krowa, wpadam na trasę, cyk! Fotoradar słit focia numer 2. „Ech Polska” – w głowie myśli złe. No i nagle patrol policji. Mandat 500 zł i zabrany dowód za łyse opony…

Napisz swój komentarz:

  • Popularne tagi

  • Archiwum