21 października 2013

Stacja, tankowanie, wydatki. Ilekroć zapala się rezerwa to w mgnieniu oka podejmuje decyzję o odnalezieniu najbliższej stacji i zatankowaniu do pełna za blisko 300 zł. Co ciekawe to że jeśli mam kupić nowe buty, to wydanie 300 zł już dla mnie nie jest takie proste i też kilkakrotnie się zastanawiam czy naprawdę owe nowe buty są mi potrzebne. Uwielbiam więc swój proces zakupowy jeśli chodzi o zakup paliwa, prosty, szybki bezbolesny. Jedyna trudność jaka może się w nim pojawić to znalezienia najbliższej biało-zielonej stacji benzynowej 😉

Czemu tankuję na stacjach BP? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, może z przyzwyczajenia, zapewne też z racji pewności co do jakości paliwa, na pewno tez z racji punktów PayBack i dobrej kawy, która często ratuje mnie podczas długich męczących podróży. Prócz tankowania na stacji BP często też korzystam z myjni automatycznej, tą ręczną jakoś nie lubię się bawić.

Konkurs - BP Car Wash Premium

Na początku października, koncern BP przysłał mi maila z propozycją współpracy polegającej na przetestowaniu nowej myjni BP Car Wash Premium. W tym celu musiałem udać się do Krakowa, gdyż obecnie stację BP Car Wash Premium znajdują się tylko na terenie Krakowa i Warszawy. Z tego co dowiedziałem się, to BP w najbliższym czasie planuje ekspansję nowych myjni automatycznych. Pomyślicie pewnie, co w nich nowego. Ja także o tym pomyślałem czytając maila i stwierdziłem, że średnio chce mi się jechać myć auto do Krakowa, skoro mogę je umyć w Gliwicach, a przecież myjnia automatyczna to środek czyszczący i woda.

Zobaczyłem, pomyślałem więc o co kaman z tym BP Car Wash Premium? Myjnie te różnią się od tych zwykłych myjni automatycznych spotykanych na większości stacji benzynowych. Przede wszystkim różnica to nowa technologia mycia zastosowana w najnowszej generacji maszynach myjących. Nowe automaty myjące aplikują 2 rodzaje środków czyszczących podczas mycia wstępnego. Celem aplikacji tych środków jest rozmiękczenie zabrudzeń, przez co łatwiejsze jest ich późniejsze usunięcie podczas wysokociśnieniowego mycia bez użycia szczotek. Miękkie szczotki w myjni BP Car Wash Premium stosowane są tylko podczas wcierania pianowego wosku w karoserię pojazdu.

Konkurs - BP Car Wash Premium

Pojechałem więc do Krakowa, na tą samą myjnię BP co na powyższym filmiku. Z zewnątrz nie różni się ona w zasadzie niczym od standardowych myjni, natomiast różnice zauważyłem przy kasie gdy Panią z obsługi poprosiłem o program złoty. BP Car Wash Premium oferują inne programy myjące niż zwykłe myjnie BP Car Wash. Wziąłem więc program Premium+, co mi tam i tak BP płaci 😉 Wjeżdżając do myjni od razu zauważyłem różnicę za sprawą nowego automatu myjącego. Niestety samochód który myłem nie był jakoś mega brudny, ale zaraz za mną w kolejce ustawił się miły młody gość Jeepem Grand Cherokee, który był dość mocno ubłocony. Jak zwykle dyskusja, po co fotki, skąd, gdzie i jak. Wdaliśmy się w krótką dyskusję na temat myjni, a ja w między czasie sfotografowałem jego samochód przed i po myciu, gdzie efekt działania myjni o wiele lepiej można było dostrzec niż w przypadku mojego samochodu.

Konkurs - BP Car Wash Premium

Konkurs - BP Car Wash Premium

Co najlepsze, to cena programu Premium+ w przypadku myjni BP Car Wash Premium jest jedynie o 3 zł droższa od ceny programu złotego na tradycyjnej myjni BP.

Konkurs - BP Car Wash Premium

Poprosiłem BP by przy okazji testu nowej myjni, zyskali też czytelnicy automotiveblog.pl i w ten oto sposób chciałbym zachęcić Was do udziału w konkursie, w którym do wygrania będzie 5 Kart Podarunkowych BP SuperCard do realizacji na stacjach BP o wartości 50 zł.

Konkurs - BP Car Wash Premium

Tu znajdzciecie regulamin

Zadanie konkursowe jest dość proste, a mianowicie w komentarzu pod tym wpisem napiszcie jaka była Wasza najbardziej dziwna przygoda / sytuacja związana z brudnym samochodem lub z myciem samochodu. Na dodawanie komentarzy macie czas do 4/11/2013 do godziny 23:59.

tagiTagi: , , ,
comment 54 komentarze »

Komentarze:

  1. Waldek says:

    Jak pracowałem jeszcze w centrali Ssangyonga i Rextonem 4×4, który wrócił z rajdu Albanii pojechałem na tor motocrossowy do Strykowa.. tam poszalałem na reduktorze z dobre 2 godziny po czym przyszło się zmierzyć ze stanem auta – trawą czyściłem lampy by chociaż dojechać na myjnię..
    Na pierwszej ręcznej usłyszałem że koszt mycia takiego auta to minimum 60 zł [prosiłem tylko o spłukanie a nie woskowanie], pojechałem na drugą usłyszałem, że auto jest zbyt brudne… aż za 10 zł umyłem je na myjni „wrzuć złotówkę”.. zostawiając na pamiątkę 10-15 kg gliny 🙂

  2. Marta says:

    Koniec października 2010r. Misiu pojechał na myjnie umyć samochód. Wracając z myjni, już na klatce czuje, że jakoś Mu dziwnie, że na palcu pusto… Patrzy… obrączki brak :(! W domy natychmiast zaczęły się poszukiwania, generalne poszukiwania i nic 🙁 Rozmyślanie w głowie, co mogło się z nią stać, w którym momencie jeszcze była na palcu. Następnie małżonek pojechał do pracy i sprawdzał monitoring 🙂 W pracy musi zdejmować obrączkę, później ją zakłada a jak wychodzi to zawsze trzyma plecak przełożony przez ramię i tego momentu szukał na monitoringu czy jak wychodził z pracy to obrączka jeszcze była, niestety nomemomen tak trzymał rękę, że na monitoringu nie było widać 🙁 I nadal klops 🙁 Następny dzień był to 01 listopada, jechaliśmy na cmentarz, po drodze zajechaliśmy któryś raz już z kolei na myjnie i tam pytaliśmy czy nikt nie znalazł, zostawiliśmy numer telefonu, obiecaliśmy nagrodę, grzebaliśmy oboje w takich kratkach ściekowych, kawałek po kawałku, centymetr po centymetrze przeczesywaliśmy muł, paznokcie mieliśmy czarne od błota, co chwilę musieliśmy wyciągnąć ręce, bo robiły się lodowate, było bardzo bardzo zimno, niestety nic. Oswoiliśmy się już z sytuacją braku obrączki. Na 11 listopada pojechaliśmy na Mazury, w rodzinne strony męża. Kilka dni później, w dzień wyjazdu już z powrotem, jak zawsze mąż pojechał do portu umyć samochód. Umył cały samochód, na koniec otworzył maskę i się zaświeciła… OBRĄCZKA!!! Przejechała ponad 250 km na Mazury i po Warszawie jeździła przez 2 tygodnie pod maską samochodu. Przetrwała wertepy, kilometry, nasze drogi i tak jak zsunęła się z palca przy myciu znalazła się przy myciu. Nie mogliśmy w to uwierzyć!!! W tą historię a jednak 🙂 A wszystkiemu był winny rotawirus! Syn poszedł do żłobka pierwszy rok i złapał rotawirusa, następnie złapał mąż i ja, parę kilo spadło, palce zrobiły się chudsze i obrączka spadła ale cud, że się znalazła!!! :)))

  3. Marcin says:

    Może nie ma czym się chwalić, ale brudny samochód kiedyś przydał się mojej dziewczynie aby zostawić mi pewną wiadmość. Było to w Poznaniu, zaparkowałem w centrum i czekałem właśnie na swoją dziewczynę. Spóźniała się trochę, a ja coraz bardziej potrzebowałem wyjść do toalety. Postanowiłem jakąś szybko znaleźć, więc zacząłem kręcić się dookoła. trafiłem do jakiejś knajpy, ale było mi głupio tak wejść i skorzystać jedynie z WC, więc postanowiłem zamówić jakąś wodę. Tak zrobiłem, po czym poszedłem do toalety. Po drodze chciałem zadzwonić do dziewczyny, ale spostrzegłem, że zostawiłem telefon w aucie :/ Jak by tego było mało po wyjściu nie mogłem znaleźć portfela (tez został w aucie) i miałem kolejny problem – jak zapłacić za wodę. Moja dziewczyna w tym czasie pojawiła się przy aucie, a po 20 minutach wzieła taksówkę, bo musiała jechać na zajęcia. Jak wróciłem z WC (minęło kolejne 20 minut) zobaczyłem na moim samochodzie (które dawno nie widziało myjni) napis na masce: masz 24 godziny żeby mi to wynagrodzić! Tak oto nie umyte auto zostało wykorzystane przez moją pomysłową dziewczynę aby uniknąć kłótni przez telefon 😉

  4. Łukasz says:

    Ja kiedyś podjechałem na stację firmową Toyotą Corollą. To było moje pierwsze mycie na automatycznej stacji i zapomniałem odkręcić antenki od radia. Jakie było moje zdziwienie gdy mi ją szczotki wyrwały 🙂 To na całe szczęście nie było BP i było to już kilka lat temu – więc pewnie się od tego czasu szczotki poprawiły 🙂

  5. SIUTEK says:

    a ja Wam powiem taką sytuację…
    Kiedyś niespecjalnie spieszyło mi się do mycia auta, tzn chciałem by było czyste, ale nie było na to nigdy czasu.

    No i pewnego zimowego wieczoru zaparkowałem samochód na ulicy pod swoim blokiem. W budynku obok mieszkał szwagier. Z jego okien do miejsca, w którym stał mój esik (escort) w prostej linii było jakieś 70m. Było już ciemno, a mrok nocy rozświetlały tylko uliczne latarnie.

    W pewnym momencie zaczął dzwonić mój telefon, szybko okazało się kto jest po drugiej stronie – szwagier. Zaczyna gadkę takim oto tekstem:
    – A ty wiesz, że zgubiłeś tablicę rejestracyjną??
    moja odpowiedź:
    – Przestań, wszystko jest na swoim miejscu!!
    – Powaga! Patrzę przez okno i widzę, że nie masz z przodu tablicy rejestracyjnej!

    Po krótkiej przepychance słownej ustaliliśmy, że spotkamy się za 3 minuty przy samochodzie…

    Jakie było jego zdziwienie, gdy po przejechaniu palcem po miejscu, w którym powinna znajdować się tablica, pod grubą warstwą błota ukazał się piękny, biały kolor naszych polskich „blach”.

    Dałby sobie rękę obciąć, tak był pewien, że zgubiłem gdzieś tablicę 😛

  6. Michalina says:

    Moja najdziwniejsza przygoda z brudnym autem była wtedy gdy odkupywałam od mojej kuzynki jej starego Golfa II, który wydawał mi się ciemnobordowy, natomiast po myciu na stacji okazał się wiśniowy. (tłumaczenie dla mężczyzn = myślałam, że jest ciemno czerwony, a okazał się jasno czerwony).
    Przez miesiąc jeździłam brudnym, na stację pojechałam wieczorem i jak następnego dnia wyszłam przed dom to myślałam, że ktoś mi auto podmienił 😛

  7. zuzi99 says:

    Pewnego pięknego, ciepłego wieczoru, a był to maj 2012 roku, razem z chłopakiem i ze znajomą wybraliśmy się na przejażdżkę po mieście, ot tak dla przyjemności, rozrywki i zabicia czasu. Pomyśleć można, że zwykła przejażdżka samochodem to nic ciekawego. W tym przypadku jednak jest inaczej – to nie jest zwykły samochód, ale Fiat 126P nazwany przez nas Gibbonkiem. Przemierzając kolejne, niektóre nawet nieznane nam ulice dojechaliśmy do starego dworca towarowego i postanowiliśmy spędzić tam chwilkę – zwykła ludzka, młodzieńcza ciekawość. Chodziliśmy po torach, oglądaliśmy wagony, mój chłopak wszedł nawet do jednego z nich, a to, że miał później problem z wyjściem to już inna sprawa. W każdym razie postanowiłam wykorzystać jego nieobecność i zrobić mu niespodziankę. Nasz Gibbonek od wielu miesięcy nie widział wody ani żadnych środków czystości więc bez problemu na jego dachu narysowałam wielkie serce z naszymi inicjałami w środku. Wszystko fajnie, chłopak był mile zaskoczony i z racji tak romantycznego gestu nie zmywaliśmy tego przez kilka miesięcy (choć myślę, że i tak nie umylibyśmy samochodu przez ten czas). Ale w końcu maluszka nie było już prawie widać spod brudu, więc postanowiliśmy go wyczyścić. Zrobiliśmy nawet zdjęcie dachowego rysunku, lecz ku naszemu zdziwieniu nie było to potrzebne. Po wyczyszczeniu Gibbonka okazało się, że rysunek na stałe utrwalił się na lakierze, w czym pomogło słoneczko i ogólne warunki atmosferyczne. Teraz dach naszego kochanego samochodu zawsze przypomina nam o tej zabawnej sytuacji ale też jest symbolem naszej wielkiej i niezmywalnej miłości 🙂

  8. Paweł says:

    od kiedy masowo powstały ręczne myjki samoobsługowe, nie korzystam z automatów, czasem dodatkowo sam się szmatą przeleci i woskiem i tyle 🙂

  9. wiki970 says:

    Pewnego dnia pojechałam z mężem na stację BP,przy okazji chcieliśmy umyć samochód na myjni CAR WASH BP. Gdy już wjechaliśmy do środka,zaczęła lać się woda,niespodziewanie zauważyłam że krople wody wpadają mi na twarz. Po chwili wszystko było mokre.Okazało się że dzieci zostawiły otwarte tylnie szyby i cała woda zalewała fotele.

  10. FIGA says:

    Kiedyś wjechałam do myjni z koleżanką. Siedząć w środku rozpoczęła się kłótnia w pewnym momencie koleżanka tak się zaperzyła, że postanowiła wyjść z samochodu zapominając gdzie jest. Ogólny śmiech przywrócił dobry nastrój.

  11. Jagiś says:

    🙂 a ja raz przypadkowo na tzw myjni samoobsługowej umyłam samochód za darmo…był to jeden z pierwszych dni po otwarciu takiej myjni w moim mieście więc średnio potrafiłam się tym obsługiwać..poprosiłam więc o króciutkie zapoznanie z urządzeniami pana, który tam pracował, aby właśnie pomóc takim gapom jak ja;) po czym miły pan wziął żetonik i wrzucając po kolei mówił mi jaka wartość jest żetonika i co po kolei mam robić.. na końcu zapytał tylko czy zrozumiałam ja , że raczej tak i pytam ile mam zapłacić bo nie wiem ile te wszystkie żetoniki były warte..usłyszałam: miło było mi poznać, miłego dnia i zapraszam ponownie:D

  12. nulek says:

    Wysoki Sądzie, ja go naprawdę nie zauważyłam! To nie jest moja wina, to był wypadek. CZYSTY wypadek, że tak powiem…

    A wszystko zaczęło się od pięknej październikowej soboty. Taki dzień żal marnować na siedzenie w domu, więc razem z tatą postanowiliśmy zająć się moim ukochanym Klipsem, czyli pełnoletnim Renault Clio, którego jestem posiadaczką. Trzeba było sprawdzić, co stuka pod maską podczas jazdy, zerknąć na kolumnę kierowniczą i ogólnie odświeżyć zabrudzone auto.

    Ojciec zabrał się za sprawy techniczne, ja natomiast przygotowałam wszystko do sprzątania i mycia autka. Traf chciał, że zadzwoniła przyjaciółka. Przegadałyśmy chwilę (czyli około 30 minut). Gdy wróciłam w pobliże auta, taty nie było widać, uznałam więc, że zrobił sobie przerwę, którą mogę wykorzystać na szybkie mycie autka.

    Niewiele myśląc, wzięłam wąż ogrodowy i odkręciłam wodę, kierując lodowaty strumień prosto na Klipsa.

    Wrzask, który wydobył się spod auta, sprawił, że puściłam wąż, który zatańczył po podwórku jak szalony, mocząc wszystko w zasięgu – w tym mnie… i ojca, który przerażony i wściekły wyskoczył spod samochodu tuż po tym, jak zafundowałam mu ten przymusowy prysznic.

    Efekt? Dwoje przemoczonych dorosłych (ujarzmienie węża z wodą trochę trwało), wciąż brudne auto i pies, z dystansu obserwujący całe to wydarzenie z miną w stylu „A nie mówiłem?”.

    Wysoki Sądzie, ja go naprawdę nie widziałam!
    A autko to już umyję innym razem, jak taty nie będzie w pobliżu. Przysięgam! 🙂

  13. Ola says:

    Piękny sobotni słoneczny dzień. Postanowiłam wybrać się do znajomych za miasto. Pod domem niestety straszyło moje autko. Wstyd tak brudnym zakurzonym autem jechać gdziekolwiek, nawet opcja myjni odpadła gdyż też nie miałabym odwagi podjechać „brudasem”. Ubrałam szorty i koszulkę, nalałam wody i płynu do wiadra wzięłam gąbkę i zaczęłam szorować. Szoruje pucuje aż tu nagle podjeżdża Nieznajomy pięknym autkiem i pyta:
    – Umyje mi Pani autko żeby się tak jak Pani błyszczało?
    W środku aż mnie z początku trafiło…Ale później zaczęłam się śmiać…Odpowiedziałam:
    – Mogę jedynie przetrzeć szybki bo do końca dnia ma mnóstwo pracy na tej domowej myjni.
    Nieznajomy przytaknął. Przetarłam mu szybki. A on niepostrzeżenie wsunął mi do kieszeni 50 zł.
    Miałam o czym opowiadać u znajomych i kupiłam pyszne wino za całe 50 zł.

  14. Marianna says:

    Pewnego słonecznego dnia na przedniej szybie mojego samochodu mąż wypatrzył malutką „coś jakby dziurkę” :). Po bliższym przyjrzeniu się stwierdził, że to pewnie stało się w trasie, jakiś kamyk mocno uderzył, no i problem gotowy. Zaczął roztaczać przede mną straszne wizje, że jeśli nic z tym nie zrobię, to szyba w końcu pęknie i zamiast kilkunastu złotych, zapłacę kilkaset. Przyznałam mu rację i wybrałam się do warsztatu, który zajmuje się naprawą takich mikro uszkodzeń na szybach.
    Parkuje, wchodzę, a tam kilku chłopa. Opowiadali sobie akurat różne anegdotki dotyczące klientów ich warsztatu. Nieco speszona zaczęłam wyjaśniać z jakim problemem przyjechałam. Jeden z mechaników podszedł do auta, obejrzał ze wszystkich stron „coś jakby dziurkę”, poślinił palec, zmył ją z szyby i z uśmiechem powiedział: „Naprawione, 100 zł się należy :D”. Bo to nie była żadna dziurka, tylko brudna szyba 🙂 Reszta mężczyzn w warsztacie gruchnęła gromkim śmiechem, ja się spłoniłam, grzecznie podziękowałam, wsiadłam do samochodu i zwiałam ze wstydu stamtąd 🙂 A panowie mają pewnie kolejną anegdotkę do opowiadania 🙂
    Od tamtej przygody częściej myję samochód.

  15. RaFał says:

    Pojechałem do rodziny na wieś i niestety auto z naprzeciwka na polnej drodze nie zwolniło i z prędkością supermana przejeżdżając obok mnie zostawiło litry błota na aucie :/
    Na miejscu bratanek zaproponował, że za drobną opłatą oczywiście może go umyć.

    Wizyta dobiegła końca (na podwórzu totalna ciemnica) jadę do domu i widzę, że co poniektórzy się patrzą i się śmieją na chodniku, jak już zaparkowałem pod blokiem okazało się, że młody umył tylko przód a tył i bok samochodu miały ciągle pozostałości po błocie gdzie dodatkowo na boku widniał napis „zadzwoń” i podany mój nr. telefonu 😛

  16. Thrall says:

    Moja historia jest nie aż taka dziwna co śmieszna, zajechałem na myjnię bezdotykową i normalka myję moją alfę a tu podjeżdża obok do stanowiska inne auto z niego wychodzi kobieta i myje swoje nagle patrze a ona podnosi maskę silnika i na taki rozgrzany silnik leje zimną wodę efekt był taki że pękła głowica i olej jak i płyn chłodniczy znalazł się na ziemi, nie mogłem powstrzymać się od śmiechu, kobieta zobaczyła, ze coś tam jej z samochodu wyciekło ale co tam wsiadła i próbowała odpalić autko niestety nie udało jej się xD A mi przez to skończyły się pieniążki które wrzuciłem do automatu. Nie miałem ze sobą więcej pieniędzy więc wyjechałem takim na pół umytym i role się odwróciły bo to ja stałem się obiektem śmiechu xD

  17. mika19 says:

    WIGILIA 2008-sprzęt się popsuł z samochodem i ze mną w środku……:(

  18. pIOTREQ says:

    Moja historia z brudnym samochodem sięga kilku ładnych lat wstecz. Byłem wtedy jeszcze dzieciakiem. Na osiedle przyjechała Policja. Obok mojego bloku doszło do stłuczki. Policyjne auto to był duży Volkswagen Transporter. Z tyłu miał czarną, brudną szybę. Kiedy nikogo nie było w środku postanowiliśmy z kolegą zrobić Policjantom żart, namalować na szybie napis. Kolega radarował, a ja napisałem palcem „5 sekund do setki – spróbuj mnie dogonić!” 🙂 Byliśmy wtedy jeszcze młodzi, myślałem że jak policjant nas zobaczy to nas zbije 🙂 Uciekłem na klatkę, policjanci po kilku minutach wrócili, nic nie zauważyli i odjechali. Zapewne kilku kierowców na mieście uśmiechnęło się jadąc za radiowozem, a ja po opowiedzeniu historii kolegom miałem szacun na osiedlu 🙂 Historia sprzed wielu lat, ale miło wspominam ją do dziś.

  19. Justyna says:

    Moja najbardziej zabawna historia z brudnym samochodem w roli głównej rozegrała się z okazji otwarcia nowego centrum handlowego. Jak to kobiety mają w zwyczaju postanowiłam wybrać się na otwarcie i oddać się szaleństwu zakupów korzystajać z licznych promocji. Zaparkowała na podziemnym parkingu i kiedy po 3 godzinach chciałam wracać do domu uświadomiłam sobie że zupełnie nie mam pojęcia gdzie dokładnie stoi mój pojazd. Po ponad godzinnych poszukiwaniach polegajacych na chodzeniu po kolejnych piętrach parkingu postanowiłam poprosić o pomoc Pana, który pilnował parkingu tego dnia i służył klientom pomocą. Uprzejmy Pan poprosił o podanie marki pojazdu,numer rejestracyjny, kolor i poprosił o pozostawienie numeru kontaktowego. Ucieszyłam się bo wiele o moim samochodzie nie wiem ale akurat te dane są mi doskonale znane. Zwłaszcza mój ukochany, wymarzony biały kolor, długo marzyłam i z którego tak jestem taka dumna. Pan obiecał, że gdy tylko uda się zlokalizować pojazd natychmiast mnie o tym poinformuje i zaporponował abym udała się na kawę, ponieważ cała procedura może trochę potrawć. Po około 1,5 godziny Pan zatelefonował, iż znalazł moją zgubę, podał dokładne miejsce lokalizacji i dodał z oburzeniem, „mówiła Pani, że samochód jest biały a jest tak brudny, że długo nie mogłem go znaleźć bo wyglądał jak czarny”. Myślalam, że spalę się ze wstydu. Teraz już staram się systematycznie myć pojazd:)

  20. Mariusz says:

    Moja najbardziej dziwna sytuacja związana z brudnym samochodem to ta, która przytrafiła mi się niedawno i do dzisiaj jest tajemnicą, kto był sprawcą tego dowcipu. Otóż przez pewnien okres czasu nawał obowiązków w pracy spowodował, iż dosłownie nie miałem czasu umyć samochodu. Jeździłem więc z brudnym, w oczekiwaniu aż znajdę wolną chwilę. Pewnego dnia gdy wyszedłem z pracy, na szybie dojrzałem napis napisany na brudzie „jutro masz wolne od pracy, umyj samochód, to polecenie służbowe. szef”. Pomyślem sobie, że to chyba jakiś żart ale zrobiło mi się na tyle głupio, iż po wyjściu z pracy popędziłem wprost na myjnie a kolejnego dnia w pracy spytałem szefa czy to jego żart ale odparł, że nie. Do dzisiaj nie wiem kto był sprawcą ale jedno jest pewne, podziałało skutecznie i samochód umyłem. Pewnie to dlatego, że drżę przed szefem.

  21. Radiostacja says:

    Szefowa kazała mi podjechać służbowym samochodem na myjnię, bo tego dnia miała jakieś ważne spotkanie, a auto wyglądało, jak po kąpieli w bagnach. Wsiadłam do samochodu i pojechałam na myjnię. Była zima, prószył śnieg, w aucie nie działała tylna wycieraczka i coś głośno piszczało przy cofaniu. Jeszcze przed myciem wzięłam samochód pod lupę. Okazało się, że wycieraczka nie działała, bo – ze względu na ilość brudu – klapa bagażnika nie była idealnie domknięta. A piszczało wsparcie cofania, bo czujniki były ubłocone=zakryte i system myślał, że samochód zaraz w coś uderzy. Dziwne jest dla mnie to, że mojej szefowej żadna z tych kwestii nie przeszkadzała.

  22. Marcin Szczepański says:

    W ubiegłym roku podjechałem z bratem na dyskotekę i wysiadając z auta minęliśmy fajne dziewczyny, które zapytały nas o drogę do centrum miasta. Pogadaliśmy z nimi dobre 3 minuty i kazdy poszedł w swoją stronę. Przez cały wieczór marudziłem bratu, jak to źle, że nie wziąłem od nich namiarów pod jakimś pretekstem. Jak wróciliśmy do auta (po 3-4 godzinach) żeby wracać do domu to na masce brudasa mojego brata (tak chodzi o auto) zobaczyłem napisany numer telefonu. Pomyślałem WOW to na pewno te dziewczyny i od razu zapisalem numer. Na drugi dzień dzwoniłem parę razy i nikt nie odebrał, ale zaczeły przychodzić smsy. Dziewczyna w porządku, nie mogłem doczekać się spotkania. No i się nie doczekałem, ponieważ okazało się, ze to był kumpel mojego brata, który siedział z nami w dyskotece i wyskoczył szybko z klubu kiedy usłyszał o tych dziewczynach żeby napisać nam na aucie numer i wkręcić mnie. Mój brat o wszystkim wiedział i przez tydzień miał ze mnie niezły ubaw! Nie odzwałem się od niego 3 dni, ale potem mi przeszło, w koncu w przeszłości nie takie numery sobie wykręcaliśmy. To taka miłość brata do brata 🙂

  23. Marta says:

    A mi zdarzyła się ciekawa historia. Chociaż było to parę lat temu pamiętam to do dziś. Pojechałam na myjnie jako pasażerka z moją mamą. Moja mama jest zakręcona i po tym jak umyliśmy auto to zauważyła, ze nie wzięła ze sobą portfela. Ja w swoim miałam praktycznie 0 kasy, więc zaczęłyśmy patrzeć na siebie bezradnym wzrokiem. Weszłam pierwsza i zaczęłam tłumaczyć wszystko młodemu panu za kasą. Śmiał się od samego początku i jakoś dzięki niemu opadł mi stres. Pogadałam z nim chwilę, a na koniec powiedział, żebym na spokojnie jutro przywiozła kasę a on na koniec dnia założy ze swoich. Byłam zaskoczona i bardzo podziękowałam. Jak wróciłam następnego dnia na stacje zapytał mnie czy nie mam ochoty pójść z nim na kawę. Jak się już pewnie domyślacie to był początek naszej znajomości, a on do dziś jest moim chłopakiem. W tym roku planujemy już nawet zaręczyny 🙂

  24. Aleksandra says:

    Świeci słońce, wybieramy się na piknik za miasto. Świeżo zakochani, w brzuchu jeszcze z motylkami 😉
    Świeci słońce, pogoda jest wspaniała, ale nagła ulewa nasze plany jednak pokrzyżowała.
    Biegniemy do samochodu, bo chcemy jak najszybciej znaleźć się w domu.
    Wyjechać z polnej drogi pełnej błota było wyzwaniem, ale jeszcze większym okazało się ogromnej kałuży pokonanie.
    W końcu ulica i kolejne rozczarowanie – płynu w spryskiwaczu jak kota napłakanie 😉
    Parę kropelek na krótko starczyło, bo przednie okienko szybko się znów zabłociło.
    Do stacji daleko, my spragnieni domu, takiego przeżycia nie życzę nikomu.
    Zobaczyłam ratunek – butelka wody, która nigdy nie wychodzi z mody.
    Otwieram okno, polewam szybę z boku, nie przewidziałam jednak prędkości i obrotu.
    Cała zawartość butelki na mnie wylądowała, a po mnie na siedzenie samochodu też zleciała.
    Szyba nadal brudna, nic już nie widać. Nie ma wyjścia – trzeba się zatrzymać.
    Siedzenie mokre, widzę spojrzenie zagniewane, na szczęście, zanim się odezwał, spojrzał na mnie 🙂
    Woda zrobiła swoje, miss mokrego podkoszulka zostałam i dzięki temu gniew mojego faceta pokonałam 🙂

  25. Marcin_K says:

    Byłem akurat na kursie prawa jazdy. Pewnego razu Pani instruktor uznała, że skoro tankujemy to i auto zaraz możemy umyć w myjni. No dobra, skoro już siedziałem za kółkiem, to mogłem wjechać do myjni. WEEE xD
    Instruktorka i koleżanka wysiadły, podjeżdżam pod myjnię automatyczną. Przede mną było auto, więc zacząłem z nudów czytać regulamin. „Zdjąć wszystkie doczepione rzeczy do auta…”. E, pewnie tak o to sobie napisali, instruktorka pewnie by wiedziała, że trzeba „L-kę” zdjąć z dachu. Wjeżdżam, gaszę silnik. Zbliża się od przodu szczotka. Myje auto, myje, i nagle „łup”, coś sie łamie. Szczotka dotarła do najdalszego położenia, zaczyna wracać. Przy wyjeździe z myjni pojawia się instruktorka i zaczyna rozpaczliwie machać, abym wyjeżdżał. A ja, żółtodziób. Zapalam silnik, szczotka już prawie dotyka bagażnika. Wrzucam 1-kę, szczota jedzie w górę. Gaz, silnik zawył, palę gumę, wyjeżdżam. Instruktorka jednak nie wiedziała, że „L-kę” należało zdjąć. Na szczęście połamało ją tylko z 1 strony, a ja pierwszy raz w życiu mogłem ruszyć z piskiem opon xD

Napisz swój komentarz:

  • Popularne tagi

  • Archiwum