8 lipca 2014

Powszechnie wiadomo, że w Polsce kupno używanego samochodu to jak rosyjska ruletka. Nawet jak się już jakieś auto trafi w dobrej cenie to często jego stan techniczny nie odpowiada temu co było w ogłoszeniu. Od dobrych kilku tygodni mój znajomy szukał używki SUVa. Było kilka typów: Ford Kuga, Nissan Qashqai, Skoda Yeti oraz Kia Sportage. Znajomek jeździł, oglądał, kombinował. Ciekawego Qashqaia namierzył w Zabrzu. Pojechaliśmy więc, jednak już przed wyjazdem nie podobało mi się, że gościu który sprzedawał samochód zamieścił tylko fotki z zewnątrz i jedno foto pokazujące auto z otwartymi drzwiami. No i rzeczywiście, w środku syf totalny, stan wnętrza gorzej niż zły. Znajomy odpuścił. Kolejne auto jakie się przewinęło to Kia Sportage.

Kia Sportage

Tu znajomy pojechał już sam, w sumie to dość ciekawe ogłoszenie, auto sprzedawał gościu, który wyjechał do Norwegii. Auto praktycznie od 2 miesięcy stoi, ale jego stan jest OK. Sprzedający gdzieś w Norwegii na jakiś platformach wiertniczych więc auto mu nie potrzebne. Znajomy pooglądał, posprawdzał, pojechał nawet na przegląd. Wszystko OK, cena też OK, wziął.

Przyjechał kilka dni temu pochwalić się, auto owszem na wypasie, 4×4, rocznik 2011, na blacie przejechane 83000 km, kolorowa navi, kamera cofania, ksenony. Chodzę obok auta, patrzę coś mi nie pasi, ale nie wiem dokładnie co… po chwili zapala się lampka. Wołam kumpla i wskazuje na opony, a tam zimówki. Pytam gdzie letnie sandały i okazuje się, że nie ma. Humor znajomego mocno poleciał w dół, wizja wydania dodatkowej kasy na opony z pewnością zmniejszyła zadowolenie z kupna nowego auta.

Informowałem kolegę, że niech już da spokój teraz i przejeździ lato na zimówkach, a na zimę kupi nowy komplet, plus kolejny komplet na lato 2015. Ale kolega stwierdził że na zimówkach w lecie jeździć nie będzie, gdyż bezpieczeństwo i komfort jazdy, itp. Kolega ma dwójkę dzieci i powiedział, że dla niego bezpieczeństwo jest priorytetem i nie będzie się narażał na sytuacje w której podczas letniej deszczowej pogody na krętej drodze, tył samochodu wyprzedzi jego przód. Wszystko super, tylko doszła teraz kolejna kwestia, gdyż kupno opon do SUVa może i jest łatwe, ale to dość droga przygoda. Jednak polemiki nie było. Trzeba nowe opony i kropka.

Na drugi dzień siedliśmy spokojnie do tematu opon. Oczywiście Internet, fora, opinie, itp. Wyszło na to, że do Sportage’ dobrze sprawdzą się 225/60 R17 4×4. Po analizie kosztów znaleźliśmy na Oponeo.pl dość ciekawą oponę letnią jaką jest Firestone Destination HP. Opona z średniej półki cenowej, zachowująca dobrą przyczepność na mokrej nawierzchni plus wysoką odporność na zużycie oraz niski opór toczenia sprawia, że według danych producenta mniejsze jest zużycie paliwa.

Firestone - Destination HP

Podsumowując, przeoczenie kontroli stanu i typu ogumienia podczas kupna auta, sprawiło że portfel mojego znajomego uszczuplił się. Tu warto więc podkreślić jak istotne jest pełne zweryfikowane stanu samochodu. Natomiast tak czy inaczej duży plus dla znajomego, że zdecydował się na poniesienie dodatkowych kosztów świadom zagrożenia jazdy na zimowych oponach w lecie.

tagiTagi: , ,
comment 7 komentarzy »

Komentarze:

  1. Dobrze powiedziane, rosyjska ruletka, już więcej nie kupię sam samochodu bez sprawdzenia go przez specjalistę

  2. LMJ says:

    Nie tragizowałbym z tymi oponami, ale kto bogatemu zabroni. Sądzę również, że jeśli auto naprawdę było warte uwagi to brak letnich opon i tak nie wpłynąłby na decyzję o zakupie.

  3. Michał Jaraczewski says:

    @LMJ: oczywiście, że nie ale wtedy może udałoby się zbić nieco cenę. Komplet nowych opon trochę kosztował i to taki w sumie nieplanowany wydatek.

  4. Mówiąc szczerze sami jesteśmy sobie winni. Jesteśmy biedni i wydaje nam się, że na zakupie auta też da się zaoszczędzić. A rynek po prostu zaspokaja nasze potrzeby, mimo iż nie da się tego zrobić bez mniejszego, lub większego „oszustwa”.

    Sam jestem teraz w trakcie sprzedaży na prawdę dobrze utrzymanego auta, które kupiłem w niezłym stanie za cenę o ok 20% wyższą niż średnia na rynku. Nie szukałem rocznika, przebiegu, a stanu. Z samochodu byłem zadowolony przez 1,5 roku i dbałem o niego tak, by wciąż dobrze wyglądał i jeździł. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że teraz jest w nieco lepszym stanie niż w momencie zakupu. I właśnie. Pluję sobie w brodę. Bo wiele napraw można było odpuścić i sprzedać auto taniej, szybciej i łatwiej. Ten powiedzmy 20% spadek wartości i tak byłby mniejszy niż koszta serwisowania, które poniosłem.

    I tak mam teraz dobre auto, z 2 kpl dobrych opon, które nie wymaga żadnych napraw i „ratowania trupa”, jest po prostu w przyzwoitym stanie, z którym nie wiadomo co zrobić… Sprzedać za cenę reszty trupów z tego rocznika na rynku? Trochę nie bardzo, bo przecież 1,5 roku temu oglądałem te trupy i właśnie w wyniku tych oględzin zdecydowałem się zapłacić więcej za dobry egzemplarz.

    Ale rynek nie chce dobrych egzemplarzy, chce tanie auta.

  5. Tomasz says:

    Moim skromnym zdaniem lepiej wydać więcej na porządny samochód niż na siłę ciąć koszty, doszukiwać się oszczędności, bo i tak później koszty napraw i innych pochłoną znacznie więcej.

  6. Jankes says:

    W sumie to nie wiem co ludzie widzą w SUVach. Palą dużo, z dynamiką jest tak sobie, opony droższe niż do osobówki. A w zamian tylko trochę więcej prestiżu.

  7. Michał Jaraczewski says:

    Taki trend… co zrobisz Panie 😉

Napisz swój komentarz:

Twoje imię / nick (wymagane):

Twój adres email (wymagane):

Adres strony www (opcjonalne):


Treść komentarza (wymagane):

  • Popularne tagi

  • Archiwum