31 października 2013

Kilka tygodni temu dostałem maila z propozycją przetestowania najnowszej golarki Braun °CoolTec. Pomyślałem sobie, hmmm golarki na blogu motoryzacyjnym….odpisałem, że dziękuję, ale raczej nie skorzystam. Dostałem ponownego maila w którym poinformowano mnie, że nowy model golarki Braun °CoolTec, jest innowacyjny, gdyż chłodzi podczas golenia powodując, że skóra jest mniej podrażniona. Poza tym nowa seria golarek Braun ma mocne powiązanie z motoryzacyjnym światem. Pomyślałem sobie o co kaman z tym chłodzeniem, jak to możliwe, trzeba to sprawdzić czy to nie jakaś ściema.

We wrześniu przyszła paczka, a niej golarka wraz z zestawie z poręczną ładowarką. Plusem ładowarki jest to, że można z niej korzystać zarówno w pozycji poziomej jak i  pionowej. Prócz tego bardzo praktyczny jest elastyczny kabel, nie trzeba go zwijać, dzięki czemu w łazience nie będziecie mieć kłębowiska kabli.

Sama golarka dobrze leży w dłoni dzięki odpowiedniej gumowej powierzchni. Wyposażona jest w dwa ostrza tnące SensoBlade i trymer – idealny do drobnych poprawek i przycięcia dłuższego zarostu. Między zasadniczymi dwoma ostrzami tnącymi znajduję się specjalna aluminiowa listwa, która ulega schłodzeniu po włączeniu przycisku chłodzenia. Golarka jest 100% wodoodporna dzięki czemu można jej używać zarówno do golenia na sucho jak i na mokro.

Konkurs Braun CoolTec

Jak goli nowa golarka Braun? To ciężkie do określenia, gdyż od czasów liceum używałem tradycyjnej zwykłej maszynki do golenia, plus pianka, itp. Nie znoszę się golić, więc ograniczam tę czynność do zupełnego minimum i gole się zaledwie dwa razy w tygodniu. Goliłbym się częściej, ale zawsze po goleniu pojawiają się zaczerwienienia, podrażnienia, itp. Używałem różnych pianek, różnych specyfików po goleniu, ale to wszystko nie daje oszałamiających efektów. Dotychczas użyłem golarki Braun °CoolTec kilkakrotnie i powiem, że golenie twarzy golarką elektryczną o wiele bardziej przypadło mi do gustu. Dodatkowe uczucie chłodu podczas golenia sprawia, że ta czynność jest dla mnie odtąd bardziej przyjemna, o ile w ogóle golenie może być przyjemnością…J Jedyna uwaga do golarki, to że bardzo dobrze radzi sobie ona z kilkudniowym zarostem, natomiast z moim tygodniowym miała już lekki problem. Ale może to wynika z moich kiepskich umiejętności używania golarki elektrycznej… lub też z miękkiego zarostu… sam nie wiem.

Poniżej prezentuję Wam filmik prezentujący w jaki sposób działa innowacyjna technologia aktywnego chłodzenia °CoolTec.

Tu macie też i fotki. Dłuższe działanie technologii aktywnego chłodzenia sprawia, że aluminiowa listwa staje się coraz bardziej zimna.

Konkurs Braun CoolTec

Konkurs Braun CoolTec

Ambasadorem marki Braun został Sebastian Vettel, wielokrotny mistrz świata Formuły 1, to dla mnie koronny argument, że golenie ma wiele wspólnego z motoryzacją 😉 I tu mam dla Was konkurs, w którym do wygrania będzie golarka Braun °CoolTec CT2s, ten sam model jaki dostałem do testów.

KONKURS

Co trzeba zrobić aby  ją wygrać? To proste, opisz komentarzu jak wyglądałby Twój idealny dzień gdybyś na 24h mógł stać się światowej klasy kierowcą Formuły 1?

Konkurs trwa do 10 listopada 2013 r. do godziny 23:59.

Regulamin konkursu znajdziecie tutaj .

Powodzenia!

tagiTagi: , , ,
comment 84 komentarze »

Komentarze:

  1. Maciej says:

    Generalnie początek dnia zacząłbym od śniadania, czyli jak zwykle. Potem ogoliłbym się bardzo dokładnie, ponieważ jako tak ważna osoba musiałbym wyglądać dobrze. To byłaby już odmiana, bo również nie golę się za często, właśnie z powodu podrażnień powodowanych przez maszynki. Następnie udałbym się do boxu z moją zabaweczką (samochodem) i udałbym się na przejażdżkę. Nie ma chyba nic piękniejszego niż możliwość kilku rundek taką maszyną. Wycisnąłbym siódme poty bawiąc się i ciesząc. Być może w ramach testu wygrałbym sobie jakiś wyścig, bo czemu nie skorzystać z takiej okazji ? 🙂 Wieczorem wybrałbym się do pubu, żeby nacieszyć się tym, jak ludzie na mnie reagują, rozdałbym kilka autografów 🙂 Przez resztę życia miałbym uśmiech na twarzy myśląc o tym dniu 😉

  2. Haz111 says:

    Co bym zrobił gdybym na jeden dzień mógł stać się światowej klasy kierowcą F1? Nie jest to trudne pytanie. W dzieciństwie było to jednym z moich marzeń – kochałem jeździć gokartem i zawsze chciałem przejechać się prawdziwy bolidem Formuły 1.

    Zaraz po obudzeniu zrobił tylko to co najkonieczniejsze, w biegu złapał jakieś jedzenie i w czasie krótszym niż jedno okrążenie znalazłbym się za kółkiem. I wtedy zaczęłaby się prawdziwa zabawa 😀 Niektórzy uważają, że jazda w kółko jest nudna, ja jednak do nich nie należę. Przez cały dzień wykręcałbym coraz lepsze i lepsze czasy. Powstrzymać mogłyby mnie tylko kończące się paliwo lub opony 😉

  3. xmen1112 says:

    Gdybym mógł stać się na jeden dzień światowej klasy kierowcą F1 nie zmieniałbym nic w tym dniu poza tym że pojechałbym bolidem formuły F1 i traktowałbym to poważnie bo zawsze lubię i jak każdy chciałby wygrywać. Jednak reszta zostałaby po staremu ponieważ miałbym świadomość że po tym dniu nastąpi kolejny w którym przestanę być facetem z F1. Możliwość była by taka że zaprezentowałby się jak najlepiej i kto wie może wtedy zostałbym tym facetem na zawsze. Na pewno spróbowałbym dać z siebie wszystko i wykorzystać tą szansę ale oczywiście z rana bym się ogolił żeby się lepiej w bolidzie prezentować.

  4. TOMMY says:

    A JA BYM EKSTREMALNIE POSZEDŁ PO BANDZIE … A CO JAK ZA DAWNYCH KAWALERSKICH CZASÓW Z DROBNĄ TYLKO RÓŻNICĄ JEŚLI CHODZI O PORĘ DNIA ( BO PRZECIEŻ ) BOLID NIE MA ŚWIATEŁ DO JAZDY W NOCY , TAK WIĘC SPONTANICZNIE WSKOCZYŁBYM DO BOLIDU ZABIERAJĄC ZE DWIE KARTY PŁATNICZE … ZAPROGRAMOWAŁ NAWIGACJĘ (TRASA SZYBKA , CZĘSTOCHOWA – JASTRZĘBIA GÓRA) I WYRUSZYŁ PRZYWITAĆ WSPANIAŁE, MAGICZNE, I PRZEROMANTYCZNE, POLSKIE MORZE !!!A JUŻ NA MIEJSCU…WYPISAŁBYM POCZTÓWKI DO ZNAJOMYCH,PODBIŁ JE W URZĘDZIE POCZTOWYM,ZAMOCZYŁ DŁOŃ W UTĘSKNIONYM MORZU,POSIEDZIAŁ NA PLAŻY,POOBSERWOWAŁ NATURĘ-ŁADUJĄC TYM SAMYM BIOLOGICZNY AKUMULATOR,POSMAKOWAŁ WYŚMIENITĄ KAWĘ Z MEGA DUŻYM DESEREM LODOWYM,ZAKUPIŁ PAMIĄTKI,…ZABRAŁ POCZTÓWKI,DOSTARCZAJĄC JE SAMODZIELNIE(Z BOLIDEM)I SZYBKO POWRÓCIŁ DO DOMU!24H – TO W BOLIDZIE TO MNÓSTWO CZASU,TO JAK PODRÓŻ W PRZYSZŁOŚĆ!!!…ACH TE MARZENIA,DOBRA RZECZ!
    SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA UDZIAŁ W KONKURSIE I POZDRAWIAM WSZYSTKICH W REDAKCJI 🙂

    P.s.
    SZKODA TYLKO,ŻE BOLIDY NIE SĄ NP. CZTERO OSOBOWE !

  5. Janusz /sitek says:

    Sen o byciu najlepszym….Chociaż raz w życiu poczuć się kimś kim nigdy nie będę? Czemu Nie!
    Otwieram oczy, budzę się w swojej rezydencji na wybrzeżu.Wychodzę na taras, czuję zapach morskiej bryzy, słyszę szum morza. Szybka kawa, wykwintne śniadanie na tarasie, ubieram się i pędzę do mojego porsche zaparkowanego przed domem. Mam dzisiaj ważny wyścig.To już ostatni w tym sezonie.Wszystkie poprzednie wygrałem. Wydawać by się mogło, że nie mam sobie równych, jednak kiedy wsiadam do swojego bolida adrenalina daje o sobie znać, ale jest potrzebna do walki.Już jestem na torze, ostatnie przygotowania, sprawdzenia, poprawki, ekipa prężnie działa, trener szepcze do ucha.Ostatnie spojrzenia, jestem gotowy!. Startuję, czuję, że mam swój dzień, wyprzedam tych, którym udało się znaleźć przede mną.Pędzę, przyśpieszam, ta prędkość powoduje, że chce mi się żyć. To jest to co kocham, to moje życie, moja pasja.Jestem pierwszy! Po raz kolejny staję na najwyższym stopniu podium. Wiwaty, okrzyki, aplaus, medale, puchary, błyski fleszy, mnóstwo fanów, rozdaję autografy, udzielam wywiadów. jestem w ciągłym amoku, adrenalina nie opada. Bankiet do rana. Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w domu i zasnąłem. wszystko działo się tak szybko…za szybko…
    Budzę się rano, otwieram oczy…czuję przypaloną jajecznicę, kłócące się o dostęp do toalety dzieci, otwieram okno…blokowisko.Zamykam oczy ponownie.Otwieram. Nic się nie zmieniło. Wstaję, pije kawę na balkonie i chcę znowu być nim…Jeszcze czeka mnie golenie, jak ja tego nie znoszę.Ograniczam tę czynność do minimum. Gdybym tak miał golarkę Braun CoolTec…kolejne marzenie.

  6. Marek says:

    Generalnie do bolidu założyłbym hak holowniczy i przez resztę dnia ciągałbym za sobą podczepioną za nogi teściową po całym kraju… niech se kobita pozwiedza.

  7. Mistrz says:

    Czym jest Formuła 1? Dla niektórych to wyścigi samochodowe, dla innych to dyscyplina sportowa ale dla nielicznych to marzenie. Jeżeli przez dobę mógłbym stać się światowej klasy kierowcą to jest to szczyt marzeń 🙂 Bycie kierowcą to połączenie pasji, umiejętności i szczęścia. Mój dzień pewnie nie różnił by się od przeciętnego dnia światowej klasy sportowca, ale wrażenia, emocje byłyby na innym poziomie 🙂 Przez ten czas chciałbym poznać tajniki sztuki prowadzenia bolidu (w wielkim skrócie oczywiście), no i jeździłbym po torze, wykorzystując pozyskaną wiedzę i swoje umiejętności 😉 Namiastką tego marzenia byłoby golenie maszynką Braun, wyobrażałbym sobie podczas golenia, że to bolidem kieruje na torze 😀

  8. Dawido says:

    Gdybym już nim był, to pewnie idealny dzień to taki bez samochodu (ileż można jeździć). Poranna toaleta, śniadańko, przejazdżka rowerem po okolicy, spotkanie z przyjaciółmi, może wypada na plażę. Potem doskwiera głód, więc obiadzik. Kolejne rozrywki, późna kolacja z dziewczyną, barabara i nyny. To był wspaniały dzień. Jutro trochę nadrobię zaległości w jeździe. Pa.

  9. fazi says:

    Zaczął bym dzień jak każdy inny obudził bym się, poszedł do szkoły w powrocie ze szkoły wziął bym się do nauki, potem troche bym potrenował na torze.

  10. PErem says:

    Przede wszystkim chciałbym sprawdzić jak to jest być sławnym. Wykorzystałbym ten dzień, aby zobaczyć czym jest to na co tak wielu celebrytów narzeka, lub od czego jest uzależnionych. Poszedłbym do jakiegoś centrum handlowego i obserwował reakcję ludzi na mój widok. Ten dzień byłby dla mnie takim małym badaniem socjologicznym. W przeciwieństwie od ludzi którzy są znani z tego, że są znani, taki kierowca jak ja tego dnia – przynajmniej czymś się zasłużył. Zapracował ciężko na swój sukces. Pogadałbym z papparazzi, którzy pewnie zaczęliby się pojawiać w mojej okolicy. A pod koniec 24h na pewno z radością wróciłbym do „siebie” i wiódł spokojne życie poza blaskiem fleszy.

  11. Marcin says:

    Gdyby jakimś cudem nastał kiedykolwiek taki dzień to byłoby to spełnienie mojego marzenia z dzieciństwa- wkroczenie w świat pełnego prędkości i adrenaliny. Wstałbym rano z łóżka ogolił się golarką Braun °CoolTec i ruszył na przygodę z moim bolidem F1. załozyłbym kombinezon i zamknął się na cały dzień w bolidzie na torze:) Najchętniej gdyby był to tor Smaland w Szwecji. 100km/h w 3sekundy???Na samą myśl czuję jak buzują we mnie emocje i dreszczyk podniecenia. Podczas treningu na torze na pewno spotkałbym swoich ‚kumpli’ z toru, uścisnąlbym ich dłoń…ale nie poprosiłbym o autograf..to byłoby nienaturalne…przecież to byłaby moja codzienność, moje życie…moj świat. Nic więcej tego dnia nie robiłbym…chciałbym się nacieszyć moim bolidem, wyścigiem no i ‚kumplami’ kierowcami F1, wiedziałbym że 24h szybko miną i wszystko pryśnie jak cudowny sen… zatem chcę się nachapać i nachapać…

  12. Ricardo says:

    Gdyby mi sie udało zostać kierowcą F1 to byłoby coś wspaniałego.
    Dzień zapewne by wyglądał nastepująco , dzień zacząłby od pożywnego śniadania , bogatego w białko , aby mieć siłe na cały dzień. Nstepnie bym chciał sazmakować jak to jest być celebrytą, wię udał bym sie do jakiejs galerii szastać pieniędzmi, których bym miał zapewne wiele. Przechadzałbym sie ze sklepu do sklepu , przy okazji bym rozdawał autografy i pozował do zdjęć. Nastepnie udałbym sie na jakieś spotkanie z dziećmi , które lubią spotkania ze sławnymi osobami i troche bym spedził z nimi czasu , opowiadając im kim jestem. Potem udałbym sie na tor cięzko trenować. Po cięzkim treningu zapewne bym zjadł kolacje z ukochaną obowiązkowo. Po czym udalibyśmy sie do mojego bogato wyposażonego mieszkania i odpłynęlibyśmy w śnie.

  13. Łukasz says:

    Mój idealny dzień jako światowej klasy kierowca F1? Po pierwsze na pewno sesja zdjęciowa do jakiegoś popularnego czasopisma motoryzacyjnego. Następnie oczywiście trening na torze, a wieczorem w moim apartamencie urządziłbym imprezę: muzyka, dziewczyny i alkohol a na koniec kąpiel w jacuzzi…. tak dzień idealny 🙂

  14. MOtonita says:

    Przecież to jasne, po co takie pytanie. Jak przystało na porządnego szanującego się Polaka zrobiłbym kilka lewych kursów na tzw. „łepka” a następnie zająłbym się spuszczaniem paliwa do mojego kochanego Trabanta. To byłby bardzo pracowity dzień i na pewno nie znalazłbym w nim chwili aby tracić czas na golenie.

  15. Paweł says:

    Po pierwsze skorzystałbym ze sławy i zrobił imprezę, o której przez najbliższe 24h mówiono by we wszystkich dziennikach informacyjnych. Po drugie chciałbym doświadczyć ogromnych przeciążeń (ponad 20g) w bolidzie. A na koniec powiedziałbym że rezygnuję z wyścigów F1 na rzecz skoków narciarskich.

  16. pawełbba says:

    Obudziłem się rano i…nie wierzę! Ubrany w kombinezon F1 trzymam w ręku kierownicę bolidu. Przecieram oczy ze zdumienia lecz to nie sen!! Nie mam czasu na śniadanie! Czeka na mnie przygoda! Wybiegam przed dom a na moim podjeździe stoi nowiutki, czerwony bolid Ferrari – skaczę z radości i odprawiam taniec szczęściarza, po czym niewiele myśląc wbiegam do domu po mapę i wskakuje do bolidu z uśmiechem na twarzy i zapartym tchem! Montuję kierownicę odpalam cudo i wsłuchuje się w niesamowity warkot silnika, który jest jak miód dla mojego ucha!
    Nogi drżą…delikatnie opadają na pedały….ZARAZ SIĘ ZACZNIE! CO? PRZYGODA!
    Po co mi mapa zapytacie? Mam 24godz. w najszybszym samochodzie jaki znam i mam jeździć w kółko po torze? Nie tym razem! Udaje się w przygodę życia, dziś, w 24 godziny zwiedzę najdalsze zakątki świata, będę podziwiał dzikość natury i jej piękno. Będę mknął przed siebie czując, że chwytam dzień! Żyję pełną piersią!
    Ahh co to za przygoda.. nic mi więcej nie potrzeba.
    Ale nie martwcie się, nie pojadę po „normalnych drogach” – moja trasa wiedzie przez pustkowia i miejsca dzikie, gdzie będzie nas tyko 3 – ja, przyroda i mój (na 24-godz) bolid!
    Dzień mija szybko, ale pamięć i wspomnienia zostają na zawsze!

    Rozmarzyłem się.. bardzo 🙂
    Paweł

  17. kuba says:

    Szósta rano – wstaję. Lekkie bez smaku śniadanie chude mleko i płatki –zalecenie mojego dietetyka. Następnie nudne bieganie i ćwiczenia rozciągające –zalecenie mojego trenera. Już za progiem stoję w korku do siedziby zespołu, jedziemy z Monako a więc drogi kawałek- zalecenie doradcy podatkowego. Samochód świetny, ale prowadzi szofer – klauzula o nie podejmowaniu ryzyka na drodze publicznej wynikająca z kontraktu. W siedzibie oglądam sześć razy powtórkę ostatniego wyścigu i spisuję uwagi – wymóg szefa zespołu aby ustalić taktykę. Potem trzy razy analiza zapisów telemetrii i notowanie uwag – wymóg zespołu mechaników. Następnie jadę na sesję zdjęciową do nowego katalogu. Zdjęcia testowe, a więc tylko pięć godzin uśmiechania się wprost w reflektory – wymóg sponsora. No na szczęście nie całe pięć bo na planie przerwa na obiad, to plus, a minus – sałata i kurczak – znowu dietetyk. Później jedziemy do krawca odebrać garnitur w szarościach w których czuję się jak przybysz z kosmosu – wymóg speców od wizerunku. W nowym garniturze udaje się na branżową imprezę, na ręku absurdalnie wielki zegarek – podstarzali milionerzy łatwiej mają by zobaczyć co to za model, a więc sponsor zadowolony. Piękne kobiety wkoło, ale paparazzi monitorują sytuację. To i tak nie problem, nawet obiecujący flirt należy zakończyć po dobranocce by o 22 być w łóżku – wymóg 8 godzin snu. A sny wiadomo, o bajecznym życiu kierowcy F1…..

  18. Dorotka says:

    Piłbym alkohol od rana-to odpowiedź pierwsza żartobliwa mojej bliskiej osoby. Druga już prawie na poważnie-to zabranie mnie na ekspresowe zakupy (przez szybkie ominięcie korków). Trzecia realna- na idealny dzień-spędzenie tego dnia w Zakopanym: rano spacerowanie po Krupówkach w południe wybranie się na Gubałówkę zaś wieczorem odwiedzenie Teatru Witkacego i restauracji czyli spędzenie ze mną miłego wieczoru=)

  19. MW says:

    Ekstra! Byłabym pierwszą kobietą, która pomyka bolidem F1. Z tego względu od rana szykowałabym się, żeby bądź co bądź dobrze wyglądać za kółkiem i już tymi przyziemnymi sprawami w czasie jazdy nie zaprzątać sobie głowy.Potem lekkie śniadanko i ruszyłabym na tor. Tam pościgałabym się (oczywiście z sukcesem po mojej stronie) z Vettelem, Webberem, Bottasem lub innym panem z podwójnymi literkami w nazwisku ;)Wszyscy inni kierowcy byliby szaleńczo we mnie zakochani i podziwiali moje umiejętności, a ja odbierając kolejne trofeum w otoczeniu wiernych fanów rozlewałabym kolejne butelki szampana.

  20. Sławek says:

    Wiem że praca kierowcy F1 to nie tylko sam splendor i spijanie śmietanki, ale codzienne treningi, wywiady, uśmiechanie się do sponsorów i okraszanie swoją obecnością wszelakich eventów. Idealny dzień. Pobudka i śniadanie do łóżka. Poranne bieganie, gdzie nikt nie wciska nosa w moje sprawy. Na niebie błękit,a bolid podemną. Wciskam gaz, silnik wbija się na obroty. Idealne ustawienia. Maszynka jak po sznurku prowadzi się przez ciasne zakręty, a na prostej mknie bez zająknięcia. Najlepszy czas, najlepszy wynik, bo czego więcej chcieć. To jest moje pragnienie, to jest nasz cel teamu.Jako ostatni element układanki dziękuję za wynik wszystkim składowym. Od pani Zosi która robi kawę, po pana Marka który walczy z ciśnieniem w oponach. Popołudniowe wspólne święto. Powrót do domu, przyjaciół. Chwile dla uśmiechu, dla siebie. Pada propozycja. „Pościgajmy się na konsoli?” Uśmiech zmieniam w grymas „Przepraszam, ale głowa mnie boli” 🙂

  21. Bartek says:

    To pytanie wydaję się, że jest nieograniczone pod względem możliwości. Ja swój dzień zacząłbym od małego śniadania, następnie krótki pół godzinny bieg poprzez moją ulubioną trasę. Po powrocie do domu poszedłbym pod prysznic, zrobił całą poranną toaletę no i się ubrał. Poszedłbym do kościoła, aby podziękować Bogu za kolejny dzień mojego życia i dziękował, że do tej pory nic mi się na torze nie stało – oby tak do końca. Następnie pojechałbym na tor ćwiczyć i ćwiczyłbym tak długo, aż bym był zadowolony, że wszystko na torze co sobie wcześniej zaplanowałem mi wyszło, po treningu podziękowałbym całemu zespołowi za współpracę, wrócił do domu i zabrał dziewczynę na kolację do jakiejś restauracji. Na sam koniec dnia usiadł na kanapie i pograł na konsoli. Następnie poszedłbym spać.

  22. Albert says:

    Miejsce: Monaco
    Czas: Listopad

    7.00: Wstaję. Jem banana, myję zęby, biorę wodę i schodzę do hotelowego lobby, gdzie już czeka na mnie Pastor Maldonado.
    7.20: Wybiegamy z zamiarem 30 minutowej przebieżki. Niestety Pastor, jak to Pastor musiał o coś zawadzić (tym razem tylko nogą). No i musimy na piechotę wrócić do hotelu.
    8:15: Jestem już w swoim pokoju. Szybka kąpiel, śniadanie i jestem gotowy do wyjścia.
    9:00: Wychodzę z pokoju i nagle w korytarzu potykam się o zdalnie-sterowany samochód. Zgadnijcie kto był kierowcą? No oczywiście Sebastian. W tym samym momencie minął mnie uradowany (faktem rozbicie samochodu o moją nogę przez Vetella), Hamilton. Dzieciaki niech się bawią. Ja mam spotkanie.
    9:30: Dojeżdżam na umówione miejsce.
    10:00: Nadal czekam na mojego rozmówcę, którym ma być Andrew Benson, dziennikarz z Wysp Brytyjskich.
    10:10: Benson się pojawia – szybki, standardowy wywiad, czyli, ile punktów uciuła zespół, jak tam relacje z kolegą z teamu i dlaczego przepuszczam pieniądze w pokera itd. 45 minut i wywiad mam z głowy.
    11:30: Jestem w hotelu. Szybka partia w Xboxa. Akurat online jest Felipe, czyli człowiek, który pracował F1 już w wieku 7 lat – sprzedawał pizzę podczas Grand Prix Brazylii.
    12:00: Ciągle gramy. Na torze i może Felipe jest niezły, ale na padzie nie ma ze mną szans. Gra się trochę przeciągnęła, a ja o 13.00 muszę wychodzić.
    13:00: Przebrany na galowo, lecę na 14.00 na urodziny Berniego, które miał być tydzień temu. Nie te lata i już mu się wszystko miesza.
    14:00: Są wszyscy. Nie będę wymieniał, bo lista będzie dłuższa niż lista Pole Position Michaela. W każdym bądź razie szkoda, że mam żonę, choć zawsze mogę mieć drugą. No nic, wracam do hotelu.
    17:30: Jestem z powrotem „w domu”. Szybka kąpiel i kolejne spotkanie. Na szczęście w hotelowej restauracji.
    18:30: Jestem na spotkaniu. Dotyczy numeru „13”. Jeden ze sponsorów pyta czy w ostatnich dwóch wyścigach za określoną kwotę $ mogę z nim startować. Oczywiście odpowiedź brzmi… Nie.
    19.10: Wpadam do pokoju, a tam Heidi i Naomi. Czy ja mówiłem, że mam żonę? Oczami wyobraźni byłem już gdzie indziej, ale one tylko mnie pośpieszały, bo o 19.00 miałem pograć z Flavio i Alonso w Texas Hold’em. Znowu spóźniony…
    20:00: Docieramy w trójkę do kasyna, gdzie już czeka Flavio i Fernando. I zamiast jednego F są dwa. No cóż. Będzie trzeba im pokazać jak się gra na niskie piki.
    22:00: Jakiś paparazzi podczas gry robi nam zdjęcie. Dziewczyny już w lekkim sztosie. Muszę przyznać, że w brukowcach nie jestem człowiekiem roku, tylko każdego tygodnia. Co do gry to „Niskie piki robią wyniki”. Chłopaki będą musieli się odbić na kimś innym.
    23:00: Wracam do hotelu i mijam, jak zawsze smutnego Raikkonena. Żeby nie dostać strzała ciętej riposty, pytam co tam, a Kimi jak to Kimi „#$^%&”. Standardzik.
    23.15: Myję zęby i lecę spać. Rano Pastor znowu chciałby pobiegać i wmawia mi, że będzie biegł na 100% koncentracji, Ale znacie go… będzie jak zawsze, więc wezmę apteczkę.

  23. Paweł says:

    Po prostu wsiadłbym w bolid F1 i jeździł na torze do znudzenia:)

  24. Kubunio says:

    No dobra. Przede wszystkim wbijam się do bolidu i wożę się nonszalancko po całym mieście. Zaraz potem szybki zjazd do najbliższego boksu – wiadomo, zawieszenie do wymiany (nasze drogi, takie piękne). Potem wożę się jeszcze trochę i zdobywam wszystkie laski, które jeszcze nie są moje. Innymi słowy jeździłbym przez te całe 24 godziny… Trochę roboty, ale jednak mało która pogardzi kierowcą F1. Co nie, Nicole Scherzinger?

  25. Grandboba says:

    Zapewne wstałbym gdzieś w środku nocy, czyli ok. 12. Obudziłbym się obok pięknej białogłowy, którą chyba niedawno widziałem na rozkładówce popularnego magazynu dla mężczyzn. Żeby nie robić jej przykrości, idealnie udaję, że wiem kim jest i wiem jak się nazywa. Niestety nie mam pamięci do tak nietrwałych spraw. Marzę, żeby sobie poszła, gdyż uwielbiam jeść śniadanie samotnie, ale dzisiaj zrobię wyjątek. Mam gest, poza tym, powiedziała, że będzie za mnie trzymać kciuki w nocnym wyścigu na moim ulubionym torze w Singapurze.
    -Denerwujesz się przed wyścigiem?-pyta z Nienacka.
    -Ja?Nerwy?Nic z tych rzeczy. Mam się denerwować tym, że będę podziwiać rywali w swoich lusterkach?- odpowiedziałem z przekąsem, wręcz lekko podirytowany pytaniem
    Wybaczam jej. Skąd mogła wiedzieć, że takich pytań się mi nie zadaje, gdyż obrażają mnie.
    Mam się czegokolwiek i kogokolwiek obawiać?No way! Prowadzę z dużą przewagą w klasyfikacji indywidualnej, klasyfikacja konstruktorów też jest nasza. Bez nerwów. Oczywiście, że dzisiaj pojadę na maksa i jeśli nie zdarzy się nic nadzwyczajnego, to ja kolejny raz będę triumfował, ale tak jak mówię- bez nerwów.
    O dziwo śniadanie mija nam w bardzo sympatycznej i spokojnej atmosferze. Hmmm może moja towarzyszka nie jest wcale taka zła? Później zapytam swojego agenta jak się nazywa ta dama, teraz nie chcę jej psuć humoru.
    Po śniadaniu dziewczyna żegna się ze mną, ja obiecuję, że jeszcze się kiedyś zobaczymy. Ona w to wierzy.
    Idę na jogging, później na basen. Odrobina wysiłku fizycznego zawsze się przyda. Głównie ze względu na pozbycie się głupich myśli i oczyszczenie umysłu. Podczas wyścigu to właśnie umysł się liczy. Ciężko jest utrzymać koncentrację podczas wyścigu, jeśli trapią cię jakieś problemy. Trzeba się całkowicie zresetować i przystąpić do wyścigu w pełni skoncentrowanym i w pełni gotowym na picie zwycięskiego szampana.
    Lubię ten uliczny tor Marina Bay Street Circuit w Singapurze. Wygrałem już dwa razy pod rząd, dzisiaj zaliczę hat-tricka. To, że prawdopodobnie będzie duża wilgotność powietrza (zapewne opady deszczu także) i sztuczne oświetlenie-tylko dodatkowo mnie motywuje. Innych zapewne paraliżuje opinie o tym torze, że należy do najniebezpieczniejszych. Ze mną jest inaczej, odwrotnie.
    Obiad jemy w luksusowym hotelu Marina Bay Sands. Oczywiście na samej górze, gdzie wspaniale rozpościera się panorama miasta. Powiedzieć, że zapiera dech w piersiach, to nic nie powiedzieć. Widok jest obłędny, niesamowity, kosmicznie wspaniały.
    Zamawiam znane mi z poprzednich lat: pierożki ryżowe Bak chang oraz Hai nán ji fan, czyli kurczak gotowany na parze, podawany z ryżem. Co nie powinno dziwić, ceny za te potoczne potrawy zjadłyby kilka średnich krajowych w Polsce, no ale…kto bogatemu zabroni?A przecież nie ja płacę, tylko szef mojego teamu, więc hulaj dusza piekła nie ma. Staram się zbytnio nie objadać przed wyścigiem. W sympatycznej, choć trochę sztywnej i nużącej, atmosferze zjedliśmy posiłek. Później pojechaliśmy już do naszego stanowiska, żeby przygotować się do wyścigu.
    Sam wyścig bez jakichkolwiek emocji. Wygrałem z przewagą 17 sekund nad drugim rywalem. Świetny wyścig pod względem taktyki, strategii i wykonania. Wzór dla następnych pokoleń. Po wyścigu szampan, nudne i utarte wywiady, gdzie usilnie staram się bić skromnością i szacunkiem do rywala. Myślami już jestem na zamkniętej imprezie, na którą zaprosił mnie znajomy z Lotusa.Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że impreza odbędzie się w…pałacu prezydenckim. Pomyślałem, że to będzie oficjalne party, w smokingach itd., ale rzeczywistość była zgoła odmienna. Rezydencja prezydenta Singapuru – Ista na Negara Singapura. Otwarta dla zwiedzających tylko 5 dni w roku, żaden prezydent nie mieszka tam od 1959 r. My mieliśmy wynajętą ją tylko dla siebie. Widziałem znajomych chłopaków z Renault, Lotusa i Mercedesa. Kilku groźnych oficjeli, którzy bardziej wyglądali mi na bohaterów dzieł Mario Puzo, aniżeli ludzi związanych z Formułą. Każdy w nienagannym garniturze, z cygarem w ustach i z wyrazem twarzy płatnego mordercy. Dostrzegłem też kilku celebrytów i sportowców. Nie muszę chyba mówić, że było też mnóstwo pięknych kobiet. Pomyliłem się. Impreza jest tak sztywna, jak na balu w…prosektorium. Okoliczne tematy rozmów to tylko moda, nowe samochody, biżuteria, moda i jeszcze moda. Ratuje mnie mój dobry kumpel- niebieski Johnnie Walker. W ilości sztuk czterech. Zbieram się do wyjścia z tej marnej imprezy, nagle, znajoma dłoń ociera się o moją rękę. Jeszcze byłem na tyle świadomy, że poznałem ją znakomicie. To ta dziewczyna „od śniadania”. Ucieszyła się na mój widok ( w sumie ja na jej także). Postanowiliśmy pojechać do mnie. Wciąż nie znam jej imienia. Chyba będę musiał zwolnić swojego agenta.

Napisz swój komentarz:

  • Popularne tagi

  • Archiwum