31 października 2013

Kilka tygodni temu dostałem maila z propozycją przetestowania najnowszej golarki Braun °CoolTec. Pomyślałem sobie, hmmm golarki na blogu motoryzacyjnym….odpisałem, że dziękuję, ale raczej nie skorzystam. Dostałem ponownego maila w którym poinformowano mnie, że nowy model golarki Braun °CoolTec, jest innowacyjny, gdyż chłodzi podczas golenia powodując, że skóra jest mniej podrażniona. Poza tym nowa seria golarek Braun ma mocne powiązanie z motoryzacyjnym światem. Pomyślałem sobie o co kaman z tym chłodzeniem, jak to możliwe, trzeba to sprawdzić czy to nie jakaś ściema.

We wrześniu przyszła paczka, a niej golarka wraz z zestawie z poręczną ładowarką. Plusem ładowarki jest to, że można z niej korzystać zarówno w pozycji poziomej jak i  pionowej. Prócz tego bardzo praktyczny jest elastyczny kabel, nie trzeba go zwijać, dzięki czemu w łazience nie będziecie mieć kłębowiska kabli.

Sama golarka dobrze leży w dłoni dzięki odpowiedniej gumowej powierzchni. Wyposażona jest w dwa ostrza tnące SensoBlade i trymer – idealny do drobnych poprawek i przycięcia dłuższego zarostu. Między zasadniczymi dwoma ostrzami tnącymi znajduję się specjalna aluminiowa listwa, która ulega schłodzeniu po włączeniu przycisku chłodzenia. Golarka jest 100% wodoodporna dzięki czemu można jej używać zarówno do golenia na sucho jak i na mokro.

Konkurs Braun CoolTec

Jak goli nowa golarka Braun? To ciężkie do określenia, gdyż od czasów liceum używałem tradycyjnej zwykłej maszynki do golenia, plus pianka, itp. Nie znoszę się golić, więc ograniczam tę czynność do zupełnego minimum i gole się zaledwie dwa razy w tygodniu. Goliłbym się częściej, ale zawsze po goleniu pojawiają się zaczerwienienia, podrażnienia, itp. Używałem różnych pianek, różnych specyfików po goleniu, ale to wszystko nie daje oszałamiających efektów. Dotychczas użyłem golarki Braun °CoolTec kilkakrotnie i powiem, że golenie twarzy golarką elektryczną o wiele bardziej przypadło mi do gustu. Dodatkowe uczucie chłodu podczas golenia sprawia, że ta czynność jest dla mnie odtąd bardziej przyjemna, o ile w ogóle golenie może być przyjemnością…J Jedyna uwaga do golarki, to że bardzo dobrze radzi sobie ona z kilkudniowym zarostem, natomiast z moim tygodniowym miała już lekki problem. Ale może to wynika z moich kiepskich umiejętności używania golarki elektrycznej… lub też z miękkiego zarostu… sam nie wiem.

Poniżej prezentuję Wam filmik prezentujący w jaki sposób działa innowacyjna technologia aktywnego chłodzenia °CoolTec.

Tu macie też i fotki. Dłuższe działanie technologii aktywnego chłodzenia sprawia, że aluminiowa listwa staje się coraz bardziej zimna.

Konkurs Braun CoolTec

Konkurs Braun CoolTec

Ambasadorem marki Braun został Sebastian Vettel, wielokrotny mistrz świata Formuły 1, to dla mnie koronny argument, że golenie ma wiele wspólnego z motoryzacją 😉 I tu mam dla Was konkurs, w którym do wygrania będzie golarka Braun °CoolTec CT2s, ten sam model jaki dostałem do testów.

KONKURS

Co trzeba zrobić aby  ją wygrać? To proste, opisz komentarzu jak wyglądałby Twój idealny dzień gdybyś na 24h mógł stać się światowej klasy kierowcą Formuły 1?

Konkurs trwa do 10 listopada 2013 r. do godziny 23:59.

Regulamin konkursu znajdziecie tutaj .

Powodzenia!

tagiTagi: , , ,
comment 84 komentarze »

Komentarze:

  1. piotr says:

    Budzę się rano i oto jestem.Piotr K .-super szybki kierowca Formuły 1 .Nad łóżkiem mój plakat,o nad biurkiem też .Oj ,wiem jestem narcyzem,ale tak dobrze na nim wyszłem….Wchodzę do łazienki,a któż to w tym lustrze?Jakiś Yeti..nie przypominam sobie,żebym taki plakat tu zawieszał.Chwytam za golarkę Braun°CoolTec.Golarka robi swoje,jak mój bolid szybko pokonuje wszelkie zakręty męskiego podbródka,bezkonkurencyjnie pokonuje każdy zarost.Tak oto mój bolid!Nagle słyszę głos mojej dziewczyny „Spóźnisz się do pracy”..No tak lecę na budowę.Lecz ten dzień będzie lepszy niż wszystkie,rano obudziłem się jako mistrz ,ogoliłem po mistrzowsku i dzień skończę tez po mistrzowsku!

  2. Aleksander says:

    Jak wyglądałby mój idealny dzień gdybym na 24h mógł stać się światowej klasy kierowcą Formuły 1?
    Kierowcy Formuły 1 mają sławę, emocje, adrenalinę, pieniądze, samochody i dziewczyny.
    Sławie pomogłaby gładka buzia, bo zarost jak u łobuza dziennikarzy odurza 🙂
    Dlatego swój dzień zacząłbym od golenia i unikania po goleniu zaczerwienienia, by w błysku fleszy uniknąć czerwonych policzków lśnienia!
    Po sesji dla prasy, zacząłbym trening, na którym bez brody czułbym jeszcze większe emocje, bo wiatr nie zatrzymywałby się na niepotrzebnym włosie.
    Adrenalinie gładka buzia również pomaga, bo podczas jazdy nie potrzebujemy po zaroście drapania.
    Po treningu z wypchanym portfelem udałbym się na lotnisko, by polatać swoim śmigłowcem i popatrzeć z góry na klepisko.
    Przejąłbym ster, niczym w symulatorze, gładka buzia na stewardessie zrobić wrażenie mi pomoże.
    Po krótkim locie udalibyśmy się razem do mojej bryki, piękność dużo odczytałaby z mojej odsłoniętej przez golarkę mimiki 😉
    Wieczór spędzilibyśmy w moim basenie, a pięknej dziewczynie podobałby się mój gładki wygląd szalenie.
    Nie spalibyśmy pewnie noc całą, by zakończyć mój idealny dzień dopiero nad ranem 🙂

  3. NULEK says:

    Jako kierowca Formuły 1 mogłabym chociaż raz się w spokoju
    wyspać, bez lęku, że zaraz muszę wybiegać pędem z mego pokoju
    i gnać na tramwaj, co mnie do pracy znowu powiezie okrężną drogą.
    Przedłużyć mogłabym drzemkę błogą…
    Mogłabym potem pomknąć na przełaj do mej roboty i zdążyć wreszcie,
    zamiast lądować na dywaniku u szefa niczym w karnym areszcie…

    Mogłabym szybko zrobić zakupy i bez pitstopów dotrzeć do domu,
    szybko zaliczyć sprzątanie chaty i wieczór wolny mieć też bez zgonu.
    Bo wszystko szybko bym załatwiła, tak jak w Formule swe okrążenia
    w mgnienie, mrugnięcie, błysk błyskawicy Sebastian Vettel zawsze zamienia! 😉

  4. Ryszard says:

    Wykorzystałbym ten czas do maximum na „zaprzyjaźnienie” się z bolidem. Jeśli tak niesamowite zdarzenie spada nieoczekiwanie, to obowiązkiem jest wykorzystanie tego faktu jak najbardziej pracowicie. Mógłbym zrezygnować z wielu przyjemności byleby tylko poddać się katuszom typowym dla F1. Ciasny kokpit, wysoka temperatura, ryk silnika, a w dłoniach najbardziej narowiste stado koni jakie istnieje na tym świecie.
    Dzień zacząłbym od treściwego, ale objętościowo skromnego śniadanka tak, by brzuchem nie blokować ruchów kierownicy. Potem szybko na spotkanie z najważniejszym wydarzeniem życia. Kilka warstw kombinezonu, odprawa i na tor. Tutaj ograniczenia towarzyszące zwykłemu użytkownikowi naszych dróg nie obowiązują i ten miły fakt trzeba koniecznie wykorzystać. Łamię kolejne bariery szybkości i własnych słabości. Upajam się chwilą i walczę z pokusą całkowitej wolności. Hałas płynący z trzewi tego potwora odurza miarowym rytmem. Szum strugi powietrza omiatającej bolid mówi mi nieustannie – jesteś wolny. Upajam się chwilą przerywaną jedynie krótkimi pit stopami w celu zatankowania i zmiany opon. Poprzednie rekordy toru przestały obowiązywać. W słuchawkach słyszę te same słowa co zawsze. Jeszcze mi się nie znudziły. Jestem mistrzem, bo dobrze wykonuję swoją pracę. Ta świadomość mi wystarcza. Przyjęcia wywiady nie dla mnie te parady. Przekraczać bariery to cel mojej kariery. Takie gładkie życie wychodzi mi znakomicie. Jeszcze tylko ostudzę emocje goląc się CoolTec-iem Brauna. Idealne zakończenie pełnego emocji dnia, tylko czy golarka Brauna jest w stanie ugasić rozpalone od wrażeń lica?

  5. JABER says:

    Sytuacja jest dla mnie niewątpliwie wyzwaniem. Po gokartach i rajdach ledwo w kl. R1A – na której jeszcze nawet nie zdążyłem zjeść choćby jednego zęba – wypada mi ‚zadziałać’ w wyścigach F1 – i to jako mistrz! Niby perspektywa kusząca, a jednak niosąca wór niebezpieczeństw i duckę stresów. Dobrze by było ten epizod przeżyć – myślę sobie. Przeżyć w zdrowiu ciała i duszy. To już byłby powód do wracania wspomnieniami do tego dnia. Ale też do nocy wyścig poprzedzającej. A tę trzeba przespać, co nie jest takie oczywiste. Bo doba kierowcy F1 nie zaczyna się od poranku w dniu startu. Zaczyna się nieco wcześniej.. Wszyscy zawodnicy w F1 żyją w lęku i lękiem się karmią. Lęk może pomóc, może też sparaliżować. Każdy wyścig przecież może być tym ostatnim. Są jednak różnice – młodzi, od niedawna jeżdżący i niezbyt jeszcze doświadczeni, największy lęk odczuwają tuż przed samym startem, wręcz w momencie wsiadania do bolidu. To ich łamie i przeszkadza w dobrym starcie. Muszą nauczyć się, kiedy mogą się bać! Bardziej doświadczeni przeżywają ten stan wcześniej, wiele godzin wcześniej, a w dniu startu są opanowani, skupieni na zadaniu i celu do zrealizowania. Lęk nie przeszkadza im już wtedy w profesji. Zupełnie jak w klasycznych badaniach nad skoczkami spadochronowymi – nowicjuszami i starymi wygami mającymi za sobą tysiące skoków. Zatem ta noc przed startem, mniej lub bardziej upiorna, bogata w rozpamiętywania, rozterki, obawy…ale odpocząć przecież trzeba.
    Rano zamykam lodówkę na kłódkę – napchać się przed startem to jakby założyć sobie granitowe opony. Woda mineralna, bułka z dżemem, nieco owoców – i wystarczy. Na resztę menu przyjdzie czas po wyścigu. Także na dobry alkohol. Jak powiedział kiedyś Lauda w wywiadzie – przed wyścigiem alkohol nie istnieje, po nim zaś napić się musi.
    Przyjeżdżam do boksu i od razu widzę po gestach i minach mechaników, że dzisiaj wszystko idzie według planu. Nie ma nerwowych telefonów, bieganiny… To dobrze, gdyż rzadko bez zgrzytu udaje się wprawić w ruch tryby tej ogromnej maszyny, jaką jest każdy team w F1. Dzisiaj nie mam pull position. Szczerze mówiąc, to na większości torów wolę start z drugiej linii. Wolę gonić, niż od początku być gonionym. Kilka godzin kręcenia kółkiem na najwyższych obrotach i potwierdza się dobry humor, w którym rano zastałem zespół. Dzisiaj bolid jakby sam zgadywał styl, którym jadę. Jeszcze jedna pętla i … na mecie chciałbym przejechać na tylnej osi z radości. Jest co świętować, jest o czym pamiętać. Ceremonie i tzw. oficjalności przechodzą jak zwykle. Dzwonię do żony. Od dawna już nie jeździ ze mną na wszystkie starty – jak mówi, ma już dość uczestniczenia w tym objazdowym cyrku jako breloczek do moich „kluczyków”. Różnie już też z nami bywało – w końcu nie ma mnie w domu przez większość roku. Jest zadowolona i gratuluje mi. Gratuluje szczerze i bez częstego u niej przekąsu. To najważniejsze, w końcu u tylu z nas życie rodzinne nie istnieje. A u mnie…odpukać. Czas na wieczorne spotkanie zespołu oraz fetę. Ale tak naprawdę, to nie mogę się już doczekać jutra, kiedy to spakuję się i wrócę na 10 dni do domu. To był naprawdę taki dzień, o którym się długo w tym fachu pamięta!

  6. Michał says:

    Dzwoni budzik. 7 rano. Boli mnie głowa, nie mam pojęcia dlaczego. Wkurzony uderzam w budzik, otwieram oczy, rozglądam się.. To nie jest moje mieszkanie, miejsce w którym się znajduję bardziej przypomina pokój hotelowy. Wpadam w lekką panikę biegnę do łazienki, do lustra w odbiciu widzę siebie, taki jak zawsze, spory zarost włosy rozrzucone na boki. Włączam telewizor, pomimo ogromnego nieogarnięcia sytuacji myślę, że to sen.Kanał sportowy, mówią o dzisiejszym wyścigu F1.” Tor w Mote Carlo… nowe objawienie sezonu to kierowca Red Bulla -Michał z Polski” Nie wiem o co chodzi ale to moje zdjęcie, czy ja śnie? Wyglądam za okno… nie jestem w Krakowie jestem w Mote Carlo. Zaczyman się bać i staję się jednocześnie coraz bardziej podekscytowany. Dzwonek do drzwi.. otwieram jakiś człowiek mówi, że śniadanie za 10 minut i jedziemy na trening. 40 minut później, jestem na torze, ubrany w kombinezon, zaprowadzono mnie do „mojego” bolidu. „Nigdy wczesniej mnie tu nie było, to jakiś sen, co ja mam robić ,jak tym się jeździ?” Zbyt dużo pytań,jestem roztrzęsiony. Wsiadam do bolidu,zamykam oczy i….. wszystko wiem, nagle czuję się jakbym robił to od zawsze. Robię okrążenie za okrążeniem, jestem dobry, naprawdę dobry. Zespół jest pełen nadzieji przed dzisiejszym wyścigiem. Kwalifikacje.. wszystko ładnie, ten tor leży mi jak dobrze skrojon garnitur. Jutro w wyścigu pokaże klasę, startuję z 2 pozycji…. 3! 2! 1 !! START

  7. Adam says:

    Jak bym był tak bogaty i sławny, to pół dnia bym z tego korzystał, cieszył się sławą, pieniędzmi i wyścigówka jak mały chłopiec, a druga połowę dnia spędziłbym jak prawdziwy mężczyzna, czyli nic nie robiąc i odpoczywając po tych ekscytujących przeżyciach.

  8. Alexontheroad says:

    Poranny odblask słońca na tafli Morza Bałtyckiego budzi mnie. Patrze na nią, śpi, ale wygląda jeszcze piękniej niż zwykle. Lekko zaspany wstaję, w łazience szybka toaleta i prysznic. Golę się maszynką CoolTec, która mnie stawia na nogi i budzi do działania dzięki swoim chłodzącym właściwością. Pozostawia moją skórę gładką, a zarazem nie podrażnioną. Następnie ubieram się, wychodzę po cichu, bo ona jeszcze śpi, wsiadam do swojego auta i wracam do siebie do domu. Trafiam akurat na zieloną falę. To dobrze, zaoszczędzę trochę czasu, a dzisiaj się przyda. To właśnie dzisiaj najważniejszy wyścig sezonu i to na dodatek w rodzinnym mieście. Lubie tu wracać, do rodziny, do znajomych i do niej, ale dzisiaj presja jest ogromna. Muszę uplasować się na podium aby zdobyć moje pierwsze mistrzostwo świata w F1. Jaka stawka! I to przed taką publiką! Różne myśli mi przelatują przez głowę. Czy dobry zespół wybrałem? Jak rozegrać dzisiejszy wyścig? Jak zaatakować? Czy rzeczywiście zastosować taktykę zespołu czy może pojechać vabanque? Czy bolid nie będzie sprawiał kłopotów? Startuje z 6 pozycji, z 3 rzędu, przede mną obecny mistrz. Kwalifikacje nie poszły po naszej myśli przez usterki techniczne. Ale to nic. Zespołu już nie zmienię, a w nim nie jestem sam. Inni też ciężko pracują na mój wynik. Pozostaje mi tylko poddać się ich strategii. Jadę na dwa pit stopy. Muszę ostro zaatakować na samym starcie, pełny ogień i zyskać jak najwięcej pozycji. Ale najważniejsze aby wyprzedzić tego Niemca przede mną. Muszę od razu wyskoczyć na prawą stronę, nie dać się zablokować i tędy próbować go połknąć, jak nie na prostej, to po zewnętrznej na pierwszym zakręcie. Będzie ciężko, ale musi się udać. Dojeżdżam do domu, plan obmyśliłem dobry, więc teraz pozostaje tylko koncentracja na jego realizacji. Wpadam do domu, porządne śniadanie i zasiadam do konsoli. Trochę trzeba popracować nad refleksem i koncentracją oraz tak dla formalności przypomnieć sobie tor, tak jakby coś by się miało na nim zmienić po tylu tysiącach przejazdów. Po udanej sesji, udaję się do łazienki. Tam podłączam maszynkę CoolTec i niby się golę, ale golić już nie mam co, lecz jeżdżę nią po twarzy lekko chłodząc swą skórę. Orzeźwia mnie to, poprawia koncentrację, a zarazem rozluźnia. Jestem gotów, czas ruszać. Wsiadam do auta, ale nie zapala. Tak na wyścig lubię jechać akurat tym wysłużonym antycznym autkiem sportowym. Właśnie w nim się relaksuje, gdy cruise’uje przed wyścigiem na tor. Jest, zapalił za 10 razem. Dojeżdżam, a tam znów ten cały zgiełk, ale ja koncentruję się już tylko na wyścigu. Nic do mnie nie dociera. Ocknąłem się dopiero na linii startu, czerwone, czerwone, czerwone, zielone i pełna do przodu. Ruszenie poszło mi znakomicie, chyba najlepsze moje w sezonie, daje na prawo, a tam wolne, idę pełną parą, nikt mi nie zastawia nie zawadza. Niemiec został przyblokowany przez Australijczyka, a w dodatku Hiszpan go bierze po wewnętrznej. Ja dalej cisne prawą stroną. Tylko nie przedobrzyj przed zakrętem, pamiętaj, że wylatujesz na zewnętrzną- mówię sobie. Mimo tego opóźniam hamowanie. Na zakręcie ledwo co się utrzymuję na torze, ale nie wylatuję. W końcu gdzie się znajduje w stawce. Niemca, Hiszpana i Australijczyka widzę w tylnym lusterku. Hurra! Poszło nieźle. Przede mną tylko Fin i Anglik. Anglik na 30 okrążeniu traci oponę, to przez ten grainning. Finnowi, niestety i stety na 47 okrążeniu siada silnik. Ja dowożę pierwsze miejsce do mety i zwyciężam, u siebie i zdobywam pierwsze moje mistrzostwo świata w F1, u siebie. Pięknie, wspaniale. Następnie zaliczam wszystkie powyścigowe obowiązki towarzyskie i wracam do domu. Czas na odpoczynek, lampka wina i ulubiona płyta. Wpada rodzina i znajomi. Około 11-tej dostaje smsa. Ona pisze, że skończyła już swoją akcję charytatywną i mogę po nią przyjechać. Zamawiam taksówkę i jadę odebrać narzeczoną. Pewnie znów wylądujemy u niej. Co za dzień!

  9. Jan says:

    Spróbował bym objechać Świat dookoła i sprawdził bym jak daleko da się dojechać tak szybkim pojazdem w 24 godziny oraz co tak naprawdę da się w takim tempie zobaczyć, czy szybciej aby na pewno znaczy lepiej.

Napisz swój komentarz:

  • Popularne tagi

  • Archiwum