25 marca 2010

W tym tygodniu trochę się opuściłem we wpisach na blogu i nie wyrabiam swojej normy minimum 1 wpis na dzień. Ale to nie przemęczenie wiosenne ani też lenistwo… W pracy po powrocie z długiego L4 trochę zaległości się pojawiło, trochę „pożarów” i cały tydzień jestem praktycznie gdzieś w drodze. 5 dni i szykuje się ponad 1600 przejechany kilometrów. Mój „tour de Pologne” albo „tour po dostawcach” 😉 rozpoczął się w poniedziałek wyjazdem do Brodnicy. Niestety jeśli chodzi o wybór drogi to nie było zbytnio pola manewru i stanąłem przed koniecznością podróży krajową jedynką (DK1). Znam kilka lokalnych skrótów, więc do Częstochowy dojeżdżam lokalnymi drogami. I od Częstochowy zaczynają się problemy. Duże natężenie ruchu, piraci drogowi, dużo ograniczeń i skrzyżowań, dziury w jezdni. Dojeżdżam do autostrady A1 (chociaż nie wiem czy to dobre słowo) przed Łodzią, widzę że 90% kierowców jedzie lewym pasem z prędkością do 80-100 km/h. Gdy widzą, że się zbliżam to grzecznie zjeżdżają na prawy pas. Widzę, że jest trochę dziurawy i są koleiny ale przeklinam pod nosem mówiąc sobie „czemu idioci jadą lewym powodując problemy”. Na liczniku Zafiry jakieś 140, widzę w lusterku zbliżające się dość szybko BMW, zjeżdżam na prawy pas i już wiem czemu wszyscy jadą lewym. Koleiny są straszne i autem rzuca po całej drodze. Gdy mija mnie ohydne, przerośnięte sterydami BMW X6 wracam grzecznie na lewy pas i obiecuje sobie, że nie zjadę już na prawy 😉 Dojeżdżam do Łodzi, korków raczej nie było ale dziury na drodze i owszem. Podróż za Łodzią już trochę bardziej spokojniejsza gdyż natężenie ruchu jakby trochę mniejsze. Robię pierwszy odpoczynek na BP, tankuję do pełna Zafirę i dalej w drogę, przed Włocławkiem odbijam na DK62 i tutaj to już dramat, tragedia, horror, załamka. Zastanawiam się czy nie rzucić się pod koła własnego samochodu. Droga jest fatalna, dziura na dziurze i dziurą pogania, asfalt przypomina puzzle, ale połowa puzzli gdzieś się zgubiła albo ktoś je ukradł, a pozostałą część ktoś nieźle połamał. Zastanawiam się czemu jeszcze nikt nie postawił tam znaku, ostrzeżenia „Uwaga: jazda grozi śmiercią„. Takiej dziurawej drogi nigdy nie wiedziałem. Mijam tamę na Wiśle, i dalej już DK67 w lepszym stanie, miejscami idealna po remoncie. Dojeżdżam do miejscowości Lipno, i dalej lokalnymi 557 i 560 do Brodnicy. Ku mojemu zdziwieniu drogi lokalne były w o niebo lepszym stanie niż DK62.

Wróciłem do domu we wtorek, a we środę czekała mnie podróż do Krosna. Droga w zasadzie jak marzenie, ładna pogoda, mały ruch na A4 aż do Szarowa, potem już nieco większe natężenie ruchu na DK4 aż do Pilzna. DK4 w dość dobrym stanie, mało dziur, w porównaniu z DK1 to praktycznie nie ma na co narzekać. W Pilznie odbijam na DK73. Droga wyremontowana, ładna widokowa, aż chce się jechać. Krótki postój w Brzostku na BP, tankowanie i niestety włączając się do ruchu utknąłem między kilkoma TIRami ale Panowie byli tak mili, że umożliwili mi wyprzedzenie ich na tej dość krętej drodze. Dojechałem do Jasła i dalej już w kierunku Krosna DK28. Powrót dzisiaj w zasadzie bezproblemowy, jedynie słońce mnie nieco oślepiało.

Zastanawiam się dlaczego w niektórych regionach kraju są dobre drogi, a w niektórych wręcz tragiczne, jak na przykład we wspominanym wcześniej Włocławku. W ogóle to miasto i jego wygląd coś mi mówi, że tam czas stanął w miejscu jak u władzy był jeszcze Jaruzelski. Przecież DK4 jest równie obciążona jak DK1 i jakoś nie ma dziur, jedzie się przyjemnie, a na DK1 to po prostu dzicz, na odcinku dwupasmowej Gierkówki to dzicz do kwadratu. Jedynie jadą w miarę przepisowo 100-110 km/h, kretyni tną po 150-160 zwalniając do 120-130 km/h na ograniczeniach do 70-dziesiątki. Jeszcze odnośnie ograniczeń to też oczywiście wtopa i to na całej linii. Odcinek trzypasmowej autostrady A4 w okolicy Rudy Śląskiej. Ruch odbywa się jedną nitką autostrady gdyż wykonawca ponoć spartaczył dylatację estakady i uciążliwy hałas dokucza mieszkańcom. OK fajnie, że coś z tym robią, wiadomo trzeba zamknąć jedną nitkę ale czemu ktoś pokierował ruchem bez głowy. Dojeżdżając do miejsca robót drogowych najpierw zrozumiałe w pełni przeze mnie, ograniczenie do 100 km/h – większość jedzie jakieś 100-120 km/h. Kawałek dalej już 70. Większość jedzie w okolicy setki. Parę metrów dalej gdy są już 2 pasy i trzeba zjechać na przeciwległą nitkę autostrady ograniczenie do 50 km/h. Większość jedzie z 70-80 km/h. Konia z rzędem temu kto pokaże mi, że tam ktokolwiek zwalnia do 50 km/h. Pytam się więc co za idiota postawił tam ów znak, jak wszyscy go ignorują???

W 2008 roku spędziłem ponad 3 miesiące w Niemczech, jeździłem codziennie do pracy kilkadziesiąt kilometrów, też był remont autostrady ale najmniejsze ograniczenie jakie było to 80 km/h. W Polsce jeszcze sporo wody w Wiśle musi pewnie upłynąć aż drogowcy nauczą się prawidłowo i rozsądnie oznakowywać nasze drogi.

tagiTagi: , , , , , , , , , ,
comment Brak komentarzy »

Brak komentarzy, dodaj swój:

Twoje imię / nick (wymagane):

Twój adres email (wymagane):

Adres strony www (opcjonalne):


Treść komentarza (wymagane):

  • Popularne tagi

  • Archiwum